Czy można pogłaskać Tygrysa?

Marcin Andrzejewski to człowiek, który wykreślił ze swojego słownika stwierdzenie, że coś jest niemożliwe. W świecie biznesu porusza się z lekkością, łącząc twardą strategię z intuicją i autentycznością. W rozmowie z Małgorzatą Musińską, autorką i prowadzącą podcast Czczę Gadanie, odsłania kulisy budowania marki osobistej, opowiada o sile mentorów, odwadze do mówienia o pieniądzach i o tym, dlaczego warto czasem po prostu… otworzyć drzwi, które stawia przed nami życie. To wywiad o sukcesach, upadkach, szczęściu i wdzięczności – i o tym, jak być sobą w świecie, który oczekuje od nas coraz więcej. Zapraszamy do lektury inspirującej rozmowy z człowiekiem, który wie, jak pogłaskać tygrysa.
Kim jest Marcin Andrzejewski?
MM: Marcin, jesteś człowiekiem orkiestrą. Poznaliśmy się niedawno, ale od razu poczułam, że masz w sobie coś wyjątkowego. Jak sam siebie dziś przedstawiasz?
MA: Dziękuję za zaproszenie! Wciąż jestem Marcinem Mieczysławem Andrzejewskim, choć tworzę też nowy brand – Martin Andreé. Chcę pokazywać, jak świadomie budować markę osobistą, nie tylko przedsiębiorcom, ale też osobom na etatach. Bo dziś, szukając współpracownika czy podwykonawcy, zawsze wybieramy najlepszych. Marka osobista to nie tylko domena właścicieli firm – to narzędzie dla każdego, kto chce być postrzegany jako ekspert, lider, ktoś niezastąpiony. To ułatwia życie, pracę i podejmowanie decyzji.
MM: W Twojej historii przewija się motyw zmiany, odwagi, ale też dystansu do siebie. Skąd czerpiesz energię do działania?
MA: Zawsze powtarzam, że idę tam, gdzie otwierają się drzwi i świeci słońce. Często powtarzam kobietom, które spotykam na wykładach: jeśli ktoś mówi ci, że jesteś piękna i możesz zostać miss – idź, spróbuj! Ja tak robiłem. W życiu nie chodzi o to, by czekać na cud, tylko by samemu być swoim cudem. Przez lata byłem zakompleksiony, ale postanowiłem to zmienić. Zostałem modelem, potem organizowałem gale biznesowe, wręczałem statuetki, prowadziłem magazyn. Jeśli nikt nie chce cię zaprosić do gazety – stwórz własną! To podejście sprawdza się nie tylko w show-biznesie, ale i w biznesie – jeśli nie ma dla ciebie miejsca przy stole, przynieś własne krzesło.
MM: Czyli nie boisz się zmian?
MA: Zmiana to jedyna stała w moim życiu. Każda nowa rola, każdy projekt to okazja do nauki. Kiedyś bałem się porażek, dziś wiem, że każda z nich to lekcja. Przykład? Gdy zaczynałem organizować gale biznesowe, nie miałem doświadczenia, ale miałem wizję. Uczyłem się na błędach, słuchałem ludzi, którzy byli mądrzejsi ode mnie. Dziś wiem, że nie ma rozwoju bez odwagi do próbowania nowych rzeczy.

Marka osobista – strategia czy autentyczność?
MM: Budowanie marki osobistej to dziś temat nośny. Wszyscy próbują się pokazać w mediach społecznościowych, ale nie każdemu to wychodzi. Od czego zacząć, jeśli ktoś chce zaistnieć, ale nie ma wielkiego budżetu?
MA: Najważniejszy jest świadomy pomysł na siebie. Warto przeanalizować, jak wygląda konkurencja, co nam się podoba, a co nie. Porozmawiać z ludźmi, którzy nas znają – nie tylko o tym, co w nas dobre, ale też co ich denerwuje. Trzeba nauczyć się przyjmować krytykę, bo im większa rozpoznawalność, tym więcej hejtu. Hejt to dziś wyznacznik popularności – jeśli go nie masz, to znaczy, że docierasz tylko do znajomych. Sam regularnie szkolę się z trendów, żeby wiedzieć, czego wymagać od współpracowników i nie dać sobie wmówić, że czegoś się nie da zrobić.
MM: Wspomniałeś o strategii. Wielu ludzi działa ad hoc, wrzuca coś do sieci bez planu. Jak zbudować strategię, nawet jeśli jest się początkującym coachem czy podcasterem?
MA: Najpierw trzeba wiedzieć, po co to robisz i do kogo chcesz dotrzeć. Jeśli budujesz markę na bazie swojej osoby, ważna jest spójność – autentyczność przyciąga ludzi. Ale jeśli tworzysz firmę, którą chcesz kiedyś sprzedać, skup się na brandzie, nie na sobie. Każdy projekt zaczynam od szczegółowej ankiety i konsultacji, żeby znaleźć unikalny pomysł. Przykład? Klientka – agentka nieruchomości, zakochana w Hiszpanii, prawniczka. Stworzyliśmy dla niej markę skierowaną do Hiszpanów, nie Polaków. To oryginalność i strategia, która daje przewagę.
MM: Czyli nie zawsze trzeba być w 100% sobą w social mediach?
MA: To zależy od celu. Jeśli chcesz być ekspertem, autentyczność jest kluczowa. Ale jeśli budujesz firmę, która ma żyć własnym życiem, możesz oddzielić siebie od brandu. Ważne, by wiedzieć, do kogo mówisz i po co. Czasem warto pokazać tylko wycinek siebie – ten, który rezonuje z odbiorcami. Ale nigdy nie udawaj kogoś, kim nie jesteś, bo to zawsze wyjdzie na jaw.
MM: Jakie błędy najczęściej popełniają osoby budujące markę osobistą?
MA: Najczęściej brakuje im konsekwencji i cierpliwości. Chcą efektów od razu, a to proces na lata. Drugi błąd to kopiowanie innych, a przecież każdy z nas ma coś unikalnego. Trzeci – brak strategii. Wrzucają posty bez ładu i składu, nie analizują, co działa. I jeszcze jedno: nie inwestują w rozwój. Ja co tydzień jestem na jakimś szkoleniu, bo świat pędzi, a trendy zmieniają się błyskawicznie.

Mentoring, pieniądze i polskie tabu
MM: Czy mentoring jest ważny w biznesie? Czy widzisz siebie jako mentora?
MA: Przez lata tego nie widziałem, ale dziś wiem, że mogę realnie wpłynąć na przyszłość innych. Sam pracuję z mentorami i mentorkami, to pozwoliło mi poukładać wiele rzeczy, nauczyć się wyceniać swoją wartość. W Polsce mamy problem z mówieniem o pieniądzach, z wycenianiem usług. Uczę klientów, że jeśli rozmawiamy o biznesie, to jest to konsultacja, za którą się płaci. Oddzielam życie prywatne od zawodowego, można się lubić, ale jeśli chodzi o biznes, to rozmawiamy konkretnie.
MM: Skąd bierze się ten opór przed mówieniem o pieniądzach?
MA: To kwestia wychowania. W Polsce nie wypada mówić o pieniądzach, trzeba być miłym, nawet gdy ktoś nas obraża. Dziś już tak nie mam – zaufanie mam 200%, ale można mnie zranić tylko raz. Dzięki pracy z mentorką wiem, ile warta jest moja usługa. Jeśli pomagam klientowi zwiększyć obroty z 3 do 15 milionów, to moja praca jest warta milion – plus procent od obrotu. Nie trzeba mieć wielu klientów, wystarczy kilku, którym poświęcasz pełną uwagę i pomagasz im skalować biznes.
MM: Jak nauczyć się wyceniać swoją pracę?
MA: Najpierw trzeba uwierzyć w swoją wartość. W Polsce często myślimy, że „nie wypada” żądać wysokich stawek. A przecież jeśli twoja praca przynosi klientowi miliony, to dlaczego masz zarabiać grosze? Warto rozmawiać z mentorami, pytać, jak oni wyceniają swoje usługi. Ja sam długo miałem z tym problem, ale dziś wiem, że wiedza i doświadczenie kosztują. I nie chodzi tylko o pieniądze – chodzi o szacunek do siebie i swojej pracy.
MM: Czy w biznesie można być bezinteresownym?
MA: Wierzę, że dobro wraca, ale trzeba umieć stawiać granice. Byłem kiedyś naiwny, pomagałem wszystkim, ale nie każdy to docenia. Dziś wiem, że trzeba wybierać, komu poświęcamy czas i energię. Bezinteresowność jest piękna, ale nie może być kosztem własnego rozwoju czy zdrowia. Warto pomagać, ale z głową.
Młodzi, odwaga i zmiana pokoleniowa
MM: Współpracujesz z młodymi ludźmi. Co daje Ci kontakt z młodszym pokoleniem?
MA: Kto nie pracuje z młodymi, nie rozwinie biznesu. Mają inne kompetencje, są „easy going”, nie mają kompleksów. My, starsi, często boimy się ryzyka, a oni idą do przodu. Dziś 18-latek może zarabiać 100 tys. miesięcznie, tworząc content w social mediach. Trzeba się od nich uczyć odwagi i bezpośredniości. Sam pamiętam czasy, gdy na telefon stacjonarny czekało się w kolejce, a dziś świat pędzi tak szybko, że bez młodych nie nadążysz.
MM: Wspomniałeś, że młodzi nie mają problemu z wyceną siebie, są bezpośredni. Czego jeszcze możemy się od nich nauczyć?
MA: Przede wszystkim odwagi w mówieniu wprost, analizowania za i przeciw, nieowijania w bawełnę. To, co dla mojego pokolenia było nie do pomyślenia, dla nich jest naturalne. I to jest ich siła – nie boją się mówić, czego chcą, nie mają kompleksów. My powinniśmy sobie przypomnieć, że kiedyś też tacy byliśmy.
MM: Czy młodzi mają inne podejście do pracy?
MA: Zdecydowanie. Dla nich work-life balance to nie slogan, tylko rzeczywistość. Potrafią powiedzieć „nie”, gdy coś im nie pasuje. Nie boją się zmieniać pracy, próbować nowych rzeczy. Są bardziej elastyczni, otwarci na świat. I co ważne – nie boją się porażek. Dla nich to po prostu kolejny krok do sukcesu.

Intuicja, energia i wdzięczność
MM: Mówisz dużo o intuicji. Jaką rolę odgrywa w Twoim życiu i biznesie?
MA: Intuicja to mój kompas. Kiedyś ją uśpiłem, dziś jest pełna życia. Jeśli kogoś nie czuję, nie wchodzę w biznes. Czasem ktoś potrafi mnie przekonać pięknymi słowami, ale to wyjątki. Staram się być szczery – jeśli nie czuję z kimś chemii, wolę to powiedzieć wprost. Wybieram ludzi, z którymi chcę pracować, nie tylko na podstawie Excela, ale przede wszystkim na podstawie energii i zaufania.
MM: Wspomniałeś o wdzięczności. Jak ją praktykujesz?
MA: Przez lata nie doceniałem tego, co mam. Dziś dziękuję za wszystko – za ludzi, za możliwości, za to, że mogę być w tym miejscu. Wdzięczność daje siłę i pozwala lepiej traktować innych. To podstawa w biznesie i w życiu. Często powtarzam, że lepiej być raz w życiu przez jeden dzień najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, niż całe życie szukać szczęścia.
MM: Czy wdzięczność pomaga w trudnych momentach?
MA: Zdecydowanie. Kiedyś, gdy miałem kryzys finansowy, to właśnie wdzięczność za rodzinę, za zdrowie, za ludzi wokół mnie pozwoliła mi przetrwać. Dziś wiem, że nawet największy sukces nie ma sensu, jeśli nie potrafisz się nim cieszyć i dzielić z innymi. Wdzięczność to nie tylko słowo – to codzienna praktyka.
Sukces, porażka i prawdziwe relacje
MM: Jak radzisz sobie z sukcesem i porażkami?
MA: Każdy sukces to efekt wielu prób i błędów. Przeszedłem przez zachłyśnięcie sukcesem, potem przez upadek. To nauczyło mnie pokory i doceniania ludzi. Rodzina zawsze zostaje, nawet gdy wszyscy inni znikają. Przeszłości nie zmienimy, ale możemy decydować o przyszłości. Najważniejsze to nie poddawać się, nawet jeśli czasem trzeba upaść, by potem wstać silniejszym.
MM: Co jest dla Ciebie najważniejsze w relacjach biznesowych?
MA: Zaufanie i kompetencje. Nie stać mnie na tanie usługi – tanie to drogie. Wybieram ludzi, którzy są najlepsi w swoim fachu, nawet jeśli kosztują więcej. Wiem, że wtedy mogę spać spokojnie. Cenię szczerość i bezpośredniość – wolę, gdy ktoś powie mi wprost, co myśli, niż gdy udaje. Lubię pracować z cholerykami – oni od razu mówią, co jest nie tak, a potem idą na kawę. To jest prawdziwa współpraca.
MM: Czy sukces zmienia ludzi?
MA: Sukces potrafi przewrócić w głowie, szczególnie gdy przychodzi nagle. Sam przez to przeszedłem – zachłysnąłem się sukcesem, otaczałem się ludźmi, którzy byli tylko wtedy, gdy wszystko szło dobrze. Gdy przyszły trudniejsze czasy, zostało niewielu. To była cenna lekcja – dziś wiem, że prawdziwe relacje buduje się latami, a nie na bankietach.
Inspiracje są bliżej, niż myślisz
MM: Co byś powiedział osobom, które szukają swojej drogi w biznesie?
MA: Szukajcie inspiracji blisko siebie, nie tylko w wielkich historiach. Każdy z nas ma w sobie potencjał do sukcesu – trzeba tylko go dostrzec. Porównujcie się tylko do siebie z przeszłości, nie do innych. I pamiętajcie – intuicja, wdzięczność, odwaga i autentyczność to klucze do sukcesu. Często już dawno odnieśliśmy sukces, tylko go nie zauważamy. Warto się zatrzymać i docenić to, co mamy.
MM: Czy masz jakieś motto, którym się kierujesz?
MA: Tak, powtarzam sobie i innym: „Nie żyj przeszłością. Przeszłości nie zmienisz, ale możesz w każdej chwili zdecydować o swojej przyszłości. Niech przeszłość będzie nauczką, a przyszłość rozwiązaniem”. I jeszcze jedno – nie bój się prosić o pomoc. Każdy z nas czasem jej potrzebuje, a ludzie lubią pomagać, jeśli tylko dasz im szansę.

Zapraszamy do wysłuchania pełnej wersji wywiadu dostępnej tutaj:

Zdjęcia : Liiza Skuza


