Kocham ludzi. Kocham pracę z ludźmi

 

O wyzwaniu, jakim jest zarządzanie 13 firmami, początkach w biznesie, a także równowadze między życiem zawodowym a prywatnym rozmawiamy z Magdaleną Lockau

 

Magdaleno, prowadzisz wiele firm, w których zajmujesz się kilkoma różnymi branżami. Masz mnóstwo nowych pomysłów. Jak Ty to robisz?

Zawsze słysząc to pytanie, odpowiadam z przekąsem, że to niesamowite, że do tego jestem mamą 3-latki i moja doba ma tak jak u innych 24 godziny. Znajomi natomiast żartują czasem, że wypowiadając na głos przy mnie jakiś pomysł, można się spodziewać, że powstanie zaraz jego realizacja. Odpowiadając na pytanie… Przekułam swoją słabość w siłę. Jestem osobą wysoko wrażliwą, co jednocześnie oznacza, że mam umysł analityka. Często rozkładam nawet najmniejsze „problemy” na części pierwsze. Kiedyś zajmowałam swój umysł rzeczami błahymi. Nie prowadziło mnie to do niczego. Każdy zawsze mi powtarzał, że tak nie można, że daleko tak nie zajdę.

Ja jednak jestem jak kot i chodzę własnymi ścieżkami. Musze sprawdzić wszystko na własnej skórze i przeanalizować.  Musiałam coś z tym zrobić, ale nie zamierzałam się leczyć (śmiech). Tu nie chodziło o to, że mam przestać analizować wszystko w swojej głowie. Tu chodzi o to, CO analizuję. Postanowiłam to sama przepracować. Za każdym razem, kiedy w umyśle zbaczałam z trasy, szybko szukałam myśli związanych z już istniejącą wtedy firmą. Zastanawiałam się, co można ulepszyć, zmienić, zautomatyzować. Co pomogłoby moim klientom zarabiać więcej, prowadzić prężniej firmy. Wpadłam w pewnym momencie w wir pracy, nawet nie zauważyłam, kiedy stałam się pracoholikiem i kiedy zniknęły nic mi nieprzynoszące myśli. Początkowo, zamiast stricte skupiać się na biznesach, skupiłam się na klientach i ich problemach oraz potrzebach. Oczywiście je analizowałam i rozwiązywałam. Zresztą dalej jest to moim priorytetem. Nie było to tak absorbujące i męczące jak moje problemy, bo byli to obcy ludzie, więc chłodno podchodziłam do tematu. Szybko z tych problemów rodziły się pomysły na biznes. Jeżeli dany problem powtarzał się częściej, wtedy zastanawiałam się, czy lepiej zlecić usługę dalej, jeżeli ja się tego typu sprawami nie zajmowałam w swoim biurze, czy np. otworzyć firmę, zatrudnić i wyszkolić pracownika i samemu mieć taką usługę u siebie. Dla przykładu można podać tu biuro windykacyjne, które otworzyłam właśnie w odpowiedzi na potrzeby moich klientów. W momencie, kiedy zauważyłam, że ludzie mają ogromny problem z odzyskaniem swoich pieniędzy od zleceniodawców, a ja wiedziałam, że nie mam mocy prawnej, żeby im pomoc, przejrzałam strony takich biur windykacyjnych i zapoznałam się z ofertą, cenami, a następnie obliczyłam utrzymanie pracownika, wyszkolenie go i utrzymanie biura. Biorę w takim przypadku pod uwagę również utrzymanie pracownika z kwalifikacjami, bo często opłaca się to bardziej. Po całej analizie postawiłam ten krok i dziś posiadam własne biuro windykacyjne, które pomaga odzyskiwać należności moich klientów od nieuczciwych zleceniodawców. Kolejnym przykładem, który mogę wymienić, jest biuro nieruchomości. Początkowo w 2017 roku, kiedy zaczęłam inwestować w nieruchomości, wszystkiego uczyłam się na własnych błędach. Pomagała mi przy tym moja mama, która jest moim prokurentem do dziś dnia i zarządza moimi 19 mieszkaniami na wynajem długoterminowy. Pomyślałam, że skoro tak dobrze zna się na rzeczy, świetnie wie, jak znaleźć idealnego najemcę, jak go zweryfikować, na co zwrócić uwagę, oglądając nieruchomość, co zrobić, przekazując ją do wynajmu, zapoznała się z prawem i wszystkimi aspektami dotyczącymi zakupu nieruchomości czy wynajmu, to czemu nie miałaby zająć się tym zawodowo i pracować dla mnie, zamiast zlecać to firmie zewnętrznej i płacić jej prowizje. W ten sposób powstała kolejna z moich kilkunastu firm, która zarządza swoimi i obcymi nieruchomościami. Początki są oczywiście trudne i nie ma się oczekiwanego dochodu, natomiast z czasem, jeżeli ma się stworzoną strukturę firmy oraz zadba się o marketing, wszystko nabiera rozpędu. Takie myślenie zaszczepił mi mój mąż, który stworzył w podobny sposób największe biuro księgowości w Niemczech dla polskich przedsiębiorców działających u naszego zachodniego sąsiada, które teraz prowadzimy wspólnie.

Kiedyś ludzie mieli problem, żeby się zameldować, a bez meldunku nie mogli otworzyć firmy. Tak właśnie powstało biuro, które użycza adresu wirtualnego blisko 4500 przedsiębiorcom, chcącym prowadzić działalność gospodarczą za Odrą bez meldunku, aby mogli działać bez zbędnych komplikacji. Wszystkie firmy, które prowadzę, powstały z potrzeby klienta i jestem przekonana, że to właśnie dlatego każda z nich odnosi sukces. Niektórzy otwierają co rusz nowe spółki, żeby mieć kolejne 200 tysięcy wolne od podatku VAT. Ja otwieram nowe firmy, żeby się stale rozwijać i próbować czegoś nowego. Nie mam w sobie strachu przed porażką. Nikt nie powinien go mieć. Ja z takich sytuacji wynoszę lekcje. Odrabiam je i idę dalej. Gdybym pozwoliła, aby niepowodzenie mnie zatrzymało, nie doszłabym nigdy do miejsca, w którym jestem teraz. A nawiasem mówiąc, ciągle mi mało. Musiałam się oczywiście nauczyć zadbać w tym wszystkim o siebie. Pogodzić życie prywatne z zawodowym. Nauczyć się delegować zadania i wyzbyć się myślenia, że nikt nie zrobi czegoś lepiej ode mnie. Musiałam również nauczyć się skupienia na jednej rzeczy, bo wielozadaniowość jest nieskuteczna. Robiąc kilka rzeczy naraz, w efekcie nie robimy nic dobrze. Mam ustalony plan działania, wprowadzone systemy, czas dla dziecka, na trening, na regenerację i na pisanie choćby artykułów czy wywiady. Natomiast w sytuacjach kryzysowych musiałam nauczyć się rozważnego myślenia, szybkiego działania i nieoglądania się za siebie. Niekiedy w niespodziewanych okolicznościach tracimy pracownika, niekiedy trzech naraz odchodzi na zwolnienie lekarskie, a niekiedy po prostu jest awaria serwera w firmie. Na wszystko muszę być przygotowana. Uważam osobiście, że zorganizowanie jest jednym z najważniejszych czynników, który wpływa na powodzenie naszych projektów. Poza tym należę do tych osób, które wyznaczają sobie cele, mają plany i marzenia. Chcą czegoś więcej od życia. Co roku robię mapę marzeń i jeżeli jest coś, czego bardzo pragnę, rozpisuję szczegółowo, co muszę zrobić, żeby do tego dojść. W biznesie również wykonuję taki plan. Najważniejsze chyba w tym wszystkim jest to, żeby cieszyć się z drogi, a nie z samego celu. Ludzie często rezygnują po pierwszej czy drugiej porażce. Ja nigdy. Wiem, że każde potknięcie przybliża mnie do czegoś dużego. Pamiętajmy, żeby wyciągnąć z takich sytuacji lekcje i nie pozwolić czynnikom zewnętrznym na to, żeby odwiodły nas od podążania do celu.

 

Twoja historia może być inspiracją dla wielu kobiet. Od czego zaczęła się Twoja przygoda z pierwszym własnym biznesem?

Życie początkowo pokierowało mnie do pracy na etacie. Miałam problemy zdrowotne, przebyłam w Polsce operację, na którą musiałam wziąć kredyt, a później zarobić na jego spłatę. Po skończeniu szkoły o profilu ekonomiczno-handlowym podjęłam decyzję o wyjeździe za granicę, gdzie dostałam pracę w fabryce i pracowałam jako kontroler jakości części samochodowych. Niestety (albo stety😊) fabryka ta szybko ogłosiła upadłość, a ja straciłam zatrudnienie. Można domyślić się, że nie był to etap w moim życiu, kiedy mogłam polegać na swoich oszczędnościach, więc szybko musiałam podjąć działanie. Mimo że nie znałam wtedy języka niemieckiego, nie było mi straszne szukanie nowej pracy. Znalazłam zatrudnienie w polskim biurze księgowym, gdzie początkowo tylko sprzątałam i parzyłam klientom kawę. Szybko się uczę, więc w bardzo krótkim czasie przeszłam już do obsługi klienta. Początkowo polskojęzycznego. Po roku pracy w biurze zdobyłam się na odwagę i zaczęłam mówić i pisać w języku niemieckim. Było na tyle trudno, że język, jakiego musiałam tam używać, był językiem urzędowym. Ale wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś czegoś naprawdę chce, to się nauczy. Gdy moje życie zawodowe się ustabilizowało, myślałam, że nic złego mnie już nie spotka. Miałam stałą pracę i nie musiałam martwić się, co przyniesie mi kolejny dzień.

Los bywa jednak przewrotny. Moje życie prywatne obróciło się o 180 stopni w jeden dzień, w efekcie czego straciłam dach nad głową. Wtedy zrozumiałam, że nigdy nie możemy być pewni, co może się wydarzyć kolejnego dnia. Mój samochód stał się dla mnie domem, a bagażnik szafą. Karnet na fitness umożliwiał mi korzystanie z prysznica, żeby przygotować się do pracy każdego ranka. Nie chciałam bliskich obarczać wiadomością o utracie mieszkania, więc szukałam pomocy wśród Polonii w Niemczech. Niestety jej nie znalazłam. W ten pamiętny, zimny, październikowy wieczór, kiedy leżałam na fotelu auta i patrzyłam w gwiazdy, obiecałam sobie, że jak stanę na nogi, będę niosła pomoc ludziom potrzebującym. Wytrzymałam kilka dni. Noce były zimne, trudne, a przez to w pracy nie byłam wydajna. Poinformowałam szefa o zaistniałej sytuacji. Bez wahania dał mi długi urlop. Żyłam w obawie, że nie znajdę mieszkania i nie będę mogła wrócić do pracy. Po powrocie do Polski wspierali mnie rodzice. Dali mi więcej oparcia, niż mogłam sobie wyobrazić. W tym samym czasie mój szef wykazał się niesamowitym gestem. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, bo dotychczas nic nie wskazywało na to, że ten najbardziej wymagający człowiek, jakiego do tej pory poznałam w życiu, jest zdolny okazać bezinteresowną dobroć.

Wiedząc, jak trudna jest sytuacja mieszkaniowa w Berlinie, pomógł mi w poszukiwaniach mieszkania, w negocjacjach, w późniejszym jego urządzaniu. Poświęcił mi uwagę, pomógł uporać się z problemem. Tym samym utwierdził mnie w przekonaniu, że w każdym człowieku kryje się dobro niezależnie od noszonej na co dzień maski. A dziś… Dziś jest najwspanialszym mężem, wspólnikiem, ojcem naszej córki i przyjacielem. Owocem tego doświadczenia jest fanpage na Facebooku czy YouTubie Jakoszczedzacpodatki, gdzie co tydzień dzielę się darmową wiedzą z zakresu prowadzenia działalności gospodarczej w Niemczech, a także Szkoła Budowania Biznesu, gdzie pomagam przedsiębiorcom uporać się z codziennymi problemami występującymi podczas prowadzenia firmy oraz błędami, które niosą za sobą konsekwencje finansowe. Każda z firm, jak pisałam wcześniej, powstała w odpowiedzi na potrzeby klienta. Pierwsza z nich była w tamtych czasach dla mnie niesamowitym szaleństwem.

Klienci często nam zgłaszali problem z dojazdem do centrum Berlina i sugerowali filie w przygranicznym mieście. Można się domyślić, że długo nie musieli czekać na realizację tego pomysłu. Nie miałam absolutnie żadnego wyobrażenia, jak miałoby to wyglądać. My w Niemczech, firma w Polsce… Trzeba znaleźć pracowników, wyszkolić ich i przede wszystkim zaufać. Ale jak mówi moje ulubione przysłowie, kto nie ryzykuje, nie pije szampana. A ja lubię dobrego szampana 😊 Początkowo wynajęliśmy pokój na poddaszu w jednym z biurowców w Gorzowie Wielkopolskim. Nawet sam właściciel budynku otwarcie zaznaczył, że nie wróży nam powodzenia. Po roku jednak klientów było tak dużo, że musieliśmy powiększyć zespół. Dziś wynajmujemy pół piętra tego samego biurowca, w którym zaczynaliśmy na poddaszu. Mamy kilkuosobowy zespół i bardzo wielu nowych klientów. Zdobyliśmy w zeszłym roku 13 wyróżnień, takich jak między innymi Brylant Polskiej Gospodarki, Gepardy Biznesu, Dobra Firma, Orły Księgowości, Firma Polecana przez Klientów czy Pracodawca Roku. Ta firma znaczy dla mnie więcej niż tysiąc słów. Dziś prowadzimy z mężem 13 firm. W Polsce, w Niemczech i Anglii. Robimy wszystko wspólnie. Wspieramy się wzajemnie, a jednocześnie mamy układ, że nie wchodzimy sobie w drogę. Tak żeby zachować balans. Często inni pytają, jak wytrzymujemy, robiąc wszystko razem. To proste. W domu i w związku też mamy wypracowane systemy tak jak w firmach. Mąż wspiera mnie w każdym szalonym pomyśle. Dzięki temu mogłam otworzyć się na inne branże, zacząć nowe studia, napisać dwie książki, wykładać na uczelni czy otworzyć swoją szkołę.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w drodze do sukcesu, jaki osiągnęłaś? Jakie były największe wyzwania, z jakimi musiałaś się zmierzyć?

Zdecydowanie mój wygląd. Wszyscy znamy żarty o blondynkach. Znam osobiście wiele blondynek  i żadna z nich nie jest tą głupią, jak w niektórych historiach o nich słyszymy. Ja co prawda nie jestem blondynką, ale nie da się ukryć, że mój wygląd – tatuaże i rude włosy, nie pomagał mi w zdobyciu zaufania przy pierwszym kontakcie z potencjalnym klientem. Z pewnością nie spełniam wyobrażenia typowego doradcy podatkowego. Bardzo długo musiałam udowadniać, że posiadam kompetencje. Było to dla mnie początkowo jak walka z wiatrakami. Sytuacja ta przysporzyła mi wielu zmartwień. Wiele razy wylewałam łzy i nie spałam po nocach. Ludzie przychodzący na konsultacje podchodzili do mnie sceptycznie. Pierwsze wrażenie nie było moim atutem. Ciężko było przekonać ludzi, że tak młoda kobieta posiada tak dużą wiedzę w tej trudnej specjalizacji. Dziś z perspektywy czasu wspominam z uśmiechem zabawne sytuacje, kiedy podchodziłam do klienta umówionego na poradę z pytaniem „w czym mogę pomoc?” i w odpowiedzi słyszałam „poproszę kawę”. Jego zdziwienie i zakłopotanie, gdy mu ją przynosiłam i siadałam naprzeciwko, pytając o temat spotkania, było bezcenne. Podczas rozmowy początkowy sceptycyzm przeradzał się w uznanie. Do dziś spotykam się z takimi opiniami, ale teraz już znam swoją moc i podchodzę do tego z dystansem. Dziś nikomu nic nie udowadniam. Moją misją jest niesienie pomocy i każdego dnia ją realizuję. Moja marka osobista jest ceniona w środowisku przedsiębiorców, bo wkładam ogrom pracy i zaangażowania w tworzenie społeczności, co można zaobserwować w mediach społecznościowych i na wielu eventach.

 

Kobiety coraz częściej zakładają swoje firmy, co więcej – osiągają sukcesy. Czym różnią się, Twoim zdaniem, firmy zarządzane przez kobiety od tych, którymi zarządzają mężczyźni?

Nie jestem tego pewna, czy coraz częściej kobiety zakładają swoje firmy. Nie znam statystyk. Wydaje mi się, że po prostu o kobietach zaczęło się więcej mówić, bo te, które odniosły jakiś sukces, chcą, żeby świat się o nich dowiedział. Sama do nich należę i również chcę, aby moje działania niosące pomoc przedsiębiorcom zostały zauważone. Nie uważam też, że płeć w jakimś stopniu może mnie dyskryminować. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś miałam inne myślenie, bo takie są stereotypy ludzkie. W mojej ocenie w dalszym ciągu jest zbyt mało kobiet biznesu. To mężczyźni są cały czas na prowadzeniu. W kobietach drzemie ogromna siła, której z niewiadomych powodów nie wykorzystują, a właśnie te, które się odważyły, osiągają sukcesy. Dzieje się tak dlatego, że kobiety zbyt długo się wahają, nadmiernie rozważają – po prostu mało odważnie sięgają po władzę. Drugim czynnikiem, który ma na to zdecydowanie wpływ, to społeczne mechanizmy, przyzwyczajenia i stereotypy, które faworyzują mężczyzn. Często słyszy się do dziś dnia, że to mężczyzna powinien utrzymać dom, a kobieta ugotować obiad, zmienić pieluchy, poprać i pomyć podłogi. A co by było, gdybyśmy odwrócili role? Przypomina mi się moment, kiedy wróciłam z porodówki z małym dzieckiem na rękach. U progu oznajmiłam mojemu mężowi, żeby lepiej pomyślał o urlopie tacierzyńskim, bo ze mnie kury domowej nie zrobi i wracam rozwijać biznesy. Do dziś się z tego śmiejemy. Moja córka była i nadal jest moim ogromnym zapalnikiem do działania. Jeżeli jednak mówić o różnicach w zarządzaniu firmami przez kobiety i mężczyzn, to w mojej osobistej ocenie występuje tu znaczna różnica. Można zauważyć tendencję, że kobiety na stanowiskach menedżerskich są nie do przebicia w obszarze dobrej organizacji pracy, poziomu etyki oraz gotowości do rozwoju i przyswajania nowych kompetencji. Mężczyźni z kolei w obszarze decyzyjności, wytyczania strategicznych kierunków działania oraz swojej dostępności i dyspozycyjności. Coraz częściej jednak obserwujemy wymianę tych ról, co pokazuje, że nie są one przypisane do konkretnej płci. Nie da się ukryć, że każdy ze stylów zarządzania, zarówno ten typowo „damski”, jak i ten „męski”, wnoszą dużą wartość dodaną do funkcjonowania firm. Kobiety powinny więcej myśleć o swoim rozwoju, uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Częściej sięgać po władzę i nie zwracać uwagi na stereotypy, którymi kieruje się większość społeczeństwa. Nie sugeruję tu absolutnie pozbycia się mężczyzn ze stanowisk kierowniczych i strącania ich z wysokich stołków, natomiast każda kobieta powinna zrozumieć fakt, że dla osiągnięcia sukcesu decydujące są wiedza i kompetencje, a nie płeć.

Prowadzisz biznes zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Łatwiej prowadzi się firmę za granicą?

To należy, czy mówimy o aspektach podatkowych, czy o łatwości prowadzenia dokumentacji. Z wykształcenia, z doświadczenia i zamiłowania jestem doradcą podatkowym. Specjalizuję się w tworzeniu optymalizacji podatkowych dla swoich klientów, którzy działają zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Dokładnie tak jak ja. Z mojej perspektywy łatwiej prowadzić działalność w Niemczech, ponieważ jest tam stabilność prawna. Przepisy podatkowe nie zmieniają się tam „z dnia na dzień”. Zmieniają się raz w roku i zawsze na korzyść podatnika. Kwota wolna od podatku wzrasta co roku. W zeszłym roku dla większości podatników odpadła danina solidarnościowa. Podniesiona również została kwota wolna od podatku dla samotnych rodziców. Podatek w Niemczech zaczyna się od 14%, a kończy na 42% i jest podatkiem progresywnym, a same tabele podatkowe mają ponad 1000 stron. Czyli im więcej zarobimy, tym więcej zapłacimy podatku. Natomiast kwota wolna od podatku jest wyższa niż w Polsce, bo jest to 9984 €, czyli około 45 tysięcy złotych dla osoby samotnej. Paradoksalnie podatki niemieckie są najwyższymi podatkami w Europie. Tylko Belgowie płacą więcej. Niemniej jednak mało i przeciętnie zarabiający podatnicy płacą tam mniej podatku niż w Polsce. Ponadto w Niemczech nie potrzebujemy na wszystko faktur, wystarczają zwykle paragony do zakupów poniżej 200 €. W Polsce musimy zadbać, żeby na każdym paragonie był NIP albo abyśmy mieli fakturę z pełnymi danymi firmy.

Dla mnie osobiście jest to bardzo uciążliwe. O ile firmy jednoosobowe są prostsze i często bardziej opłacalne do prowadzenia w Niemczech, o tyle spółki są o wiele korzystniejsze na terenie Polski ze względu na podatki czy kapitał początkowy. Kapitał początkowy wynosi w Niemczech 25 tys. € dla spółki z o.o., a w Polsce jest to zaledwie 5 tys. złotych. CIT wynosi tam 15%, a w Polsce jest to tylko 9% Do tego za Odrą musimy zapłacić 5,5% daniny solidarnościowej przy tego typu działalności. Poza tym istnieje w Niemczech taki podatek jak Gewerbesteuer, co nie istnieje w żadnym innym państwie. Jest to podatek firmowy, który wynosi 3,5% x współczynnik gminy, który wynosi w zależności od miejsca rejestracji spółki czy firmy między 200 a 900%. Osoby prowadzące działalność gospodarczą są zwolnione z tego podatku do kwoty 24 500 €, natomiast spółka GmbH, czyli odpowiednik spółki polskiej z o.o., nie ma tego przywileju i płaci od jednego zarobionego euro. Ponadto dywidenda jest opodatkowana 25-procentowym podatkiem od zysków kapitałowych, Polsce nazywanym podatkiem Belki, z czego należy odprowadzić raz jeszcze daninę solidarnościową w wysokości 5,5%, a osoby wierzące muszą zapłacić dodatkowo podatek kościelny, który wynosi między 8 a9%, w zależności od miejsca rejestracji firmy. W Polsce niektóre z tych podatków nie występują. Płacimy podatek CIT i ewentualnie podatek Belki. Patrząc pod względem finansowym, prowadzenie spółki w Polsce opłaca się o wiele bardziej niż w Niemczech, natomiast prowadzenie firmy jednoosobowej w większości przypadków opłaca się bardziej w Niemczech. Można również łączyć ze sobą prowadzenie firm czy spółek w jednym i drugim kraju, tak jak ja to robię, natomiast jest to już dostosowane do indywidualnych osób, ich potrzeb, jak i oczekiwań. Patrząc pod względem wygody, prowadzenie firmy czy spółki jest o wiele prostsze w Niemczech. Niemniej nie o wygodę w biznesie chodzi, a o to, żebyśmy jako podatnicy zarabiali dużo i płacili jak najmniej. Do tego warto mieć dobrego doradcę podatkowego, który zna się na rzeczy.

 

Co według Ciebie jest najczęstszą przyczyną nieudanych biznesów? Ze statystyk wynika, że ok. 30% firm upada już po pierwszym roku swojej działalności. Nie brzmi zachęcająco, prawda?

Kilka lat temu tak mnie interesował ten temat, że zaczęłam go studiować, a później sama szkolić przedsiębiorców, jak zbudować zyskowny biznes od podstaw. To niesamowite, że ludzie otwierają biznes i zamykają go niekiedy już w pierwszym roku prowadzenia. Bardzo często zdarza się też tak, że przedsiębiorcy mają naprawdę dobry pomysł, ale jakiś czynnik decyduje o ich niepowodzeniu. Wielu przedsiębiorców myśli, że jeśli ma dobry produkt albo usługę, to każdy je zechce.

Problem polega na tym, że w dzisiejszym świecie mamy nadmiar wspaniałych produktów oraz usług i niedobór czasu, aby się o nich dowiedzieć. Ludzi musisz powiadomić o tym, że to właśnie twój produkt czy usługa jest idealna dla nich. Za to odpowiedzialny jest marketing. Początkujący przedsiębiorcy przegrywają, bo mają najczęściej wspaniały produkt, o którym nikt nie wie, albo wspaniały marketing, a sprzedają innym tandetę. My jako osoby chcące prowadzić dobrze prosperujący biznes musimy mieć idealny produkt i idealny marketing. Nie albo jedno, albo drugie. Musimy mieć te rzeczy równocześnie. Ponadto działająca firma nie opiera się tylko na tych dwóch czynnikach. Fundamentem firmy jest również dobrze działający system, czyli chociażby księgowość, obsługa klienta czy system zamówień, jak i ludzie, którzy ten biznes tworzą, czyli nasi wspólnicy, pracownicy czy firmy z zewnątrz, z którymi współpracujemy. Idąc dalej tropem myślenia przedsiębiorczego, odnoszę wrażenie, że co niektórym dosłownie tego myślenia brakuje. Wielu ludzi ekscytuje się milionowymi obrotami firmy. Zachwycają się ilością przepływu gotówki na ich koncie, a nie zwracają uwagi na swój zysk. Takie właśnie myślenie prowadzi do zamknięcia firmy albo do bankructwa. Pytając większość przedsiębiorców o zyski, często dostaniemy odpowiedź, że nie mają pojęcia, ale czy to ważne, patrząc na tak spektakularne obroty? Ja zawsze odpowiadam, że nie jesteś bogaty z tego, co zarobisz, ale z tego, co nie wydasz. Nie mówię tu oczywiście o tym, żeby zarabiając, wszystkiego sobie odmawiać, ale o tym, żeby obmyślić procedury, które pozwolą nam zoptymalizować koszty prowadzenia działalności. Takim przykładem jest nasz pracownik. Naszym zadaniem jest maksymalnie ułatwić mu pracę poprzez narzędzia, jakie mu dostarczymy, żeby mógł ją szybciej wykonywać, a dzięki temu więcej zarabiać dla firmy.

Kolejną ważną rzeczą w tym aspekcie jest koncentracja nie na zarabianiu pieniędzy, a na kosztach stałych czy zmiennych. Powinniśmy prowadzić budżet, który da nam jasny obraz sytuacji. Jeżeli koszt jakiejś rzeczy w naszej firmie jest wysoki, warto zorientować się, czy nie możemy w jakiś sposób go obniżyć. Jednym z takich przykładów, który mogę wymienić, jest telefon komórkowy. Wystarczy wysłać do kilku operatorów komórkowych zapytanie o ofertę i jasno zakomunikować, co już masz i ile płacisz. Wyślij jasny komunikat, że jeżeli zaproponują ci lepsze warunki, to z chęcią podpiszesz u nich umowę. W ten sposób, jeżeli jeden z operatorów zaproponuje ci 50 złotych mniej w miesiącu, to rocznie jest już oszczędność rzędu 600 złotych. Mogłabym pisać o takich przykładach i błędach przedsiębiorców bardzo długo, natomiast nie jest to referat, a wywiad, dlatego przejdę do najważniejszego aspektu, który zawsze stawiam na pierwszym miejscu. Ludzie prowadzący firmę myślą o sobie, a nie o klientach. Skupiają się na zarabianiu pieniędzy, a nie na dostarczeniu klientowi wartości. Obecnie klienci są lepiej wyedukowani i z każdej strony atakowani reklamami. Żeby być skutecznym, należy postępować inaczej niż większość firm. Nie walcz z konkurencją ceną, żeby zdobyć klienta. To nie na tym polega. Skoncentruj się na znalezieniu jak największej liczby osób, które są zainteresowane nie zakupem tego, co oferujesz, a twoim tematem. Pokaz im, jakie problemy rozwiązuje twój produkt bądź usługa albo jakie przyjemności dostarcza. Daj im wartość. A na koniec stań się dla nich jedynym źródłem rozwiązania ich problemu albo zaspokojenia ich potrzeby, za którą stoi przyjemność lub pozbycie się bólu. Zwróć uwagę na to, co sprawia, że chcesz coś kupić. Jakie są twoje motywacje do zrobienia czegokolwiek? Każdy z nas ma tylko dwa motywatory i są nimi właśnie ból lub przyjemność. Rozwiązywanie problemów innych to nic innego jak likwidacja bólu. Dlatego dowiedz się, co boli twojego idealnego klienta albo co sprawia mu przyjemność, i działaj. Pamiętajmy również o tym, że odczuwając ból, jesteśmy skłonni działać natychmiast i często cena nie jest najważniejszym kryterium, natomiast na przyjemność możemy poczekać. Wszystko oczywiście zależy od określenia odpowiedniej grupy docelowej, dlatego znajdź swojego idealnego klienta i dostarcz mu to, czego potrzebuje.  

Prowadzisz Szkołę Biznesu, w której m.in. uczysz, na czym polega biznes, jak go zbudować, żeby odnieść sukces. A co miało decydujący wpływ na odniesienie przez Ciebie sukcesów w biznesie?

Od dziecka byłam bardzo pracowita. Już w wieku 12 lat zarabiałam na swoje wydatki. Nie pochodzę z majętnej rodziny, dlatego też nie zaznałam luksusu w postaci kieszonkowego czy auta na 18 urodziny. Mimo to w moim domu rodzinnym zawsze kipiało miłością. Choć często bywało ciężko, rodzice wspierali się nawzajem, tak jak mnie czy brata. Mieliśmy w nich zawsze oparcie i byli dla nas drogowskazem. Nauczyli mnie odpowiedzialności, szacunku do ludzi, do pieniędzy i miłości własnej, co pozwala mi teraz w życiu dorosłym sięgać gwiazd. Jestem marzycielką, a przyjaciele nazywają mnie czarodziejką, bo każde marzenie, które wypowiem, się spełnia. Sama w to czasem nie wierzę. Jednak to, czego inni nie dostrzegają, to przede wszystkim precyzyjnie opracowany plan działania i konsekwentna realizacja każdego jego etapu. Ludzie widzą sam efekt końcowy. Nie dostrzegają drogi, która zazwyczaj usłana jest łzami, wyrzeczeniami, chwilami bezradności, zwątpienia, nieprzespanymi nocami… Jeśli już raz ją pokonasz, każda następna będzie łatwiejsza.

Za każdym człowiekiem stoi historia, każdy przeszedł swoją drogę. Kluczem do sukcesu jest dostrzeżenie swojej ścieżki i wyciągnięcie z niej wniosków. Poczucie siły, która drzemie w nas samych, i wykorzystanie jej w odpowiednim kierunku. Ja tak zrobiłam. Przekułam swoje najcięższe przeżycie, które opisałam we wcześniejszym punkcie tego wywiadu, w swoją siłę. Po tak ciężkim doświadczeniu zrozumiałam, że nic nie jest w stanie mnie powstrzymać przed osiągnieciem swoich celów, planów i marzeń. Równie ważnym czynnikiem decydującym o moim sukcesie okazała się moja empatia, która wyniosłam z domu. Moje intencje płyną prosto z serca. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam dobro innych. Doskonale rozumiem, z jakimi problemami borykają się ludzie, i czuję ogromną potrzebę niesienia im pomocy, dlatego wspieram ich w swojej Szkole Budowania Biznesu. Doradzam jako doradca podatkowy. Odzyskuję ich należności jako biuro windykacyjne i zapewniam im dach nad głową jako biuro nieruchomości.

A jak wygląda Twój przykładowy dzień?

Rzekłabym, że każdy mój dzień jest niezwykły i każdy przynosi mi nowe wyzwania. Dzień pracujący planuję między 6.00 rano a 16.00, ponieważ później poświęcam czas córce, kiedy wraca z przedszkola. Wstaję wcześnie rano, żeby do godziny 8.00 zrobić trening. Szybki prysznic i jazda bez trzymanki 😊 Oczywiście pół żartem, pół serio. Skupiłam się teraz przede wszystkim na prowadzeniu konsultacji. Spotykam się z klientami w biurze albo robię porady online. Wszystkie wywiady, w których uczestniczę, również ustalam w godzinach porannych lub przedpołudniowych, żeby nie zachwiały mojego rytmu dnia. W momencie nagrywania moich kursów online odłączam się od świata rzeczywistego na przynajmniej tydzień. Nie przyjmuję wówczas klientów, a na opiece nad córką skupia się mój mąż.

Pamiętajmy, że jeśli dziecko ma oboje rodziców, to powinni się oni dzielić opieką w równym stopniu zaangażowania. Era „perfekcyjnej pani domu” jest za nami. Dlatego oboje z mężem angażujemy się w obowiązki domowe i rodzicielskie równomiernie. W ten sposób praca idzie mi sprawnie i nie muszę wracać myślami do tego, czego nie skończyłam, aby kontynuować, a mogę poświęcić się w stu procentach projektowi, dzięki czemu wykonuję go właśnie w tydzień, a nie w miesiąc. Swoje projekty układam z ogromną precyzją. Wiem doskonale, kiedy jest czas dużego napływu klientów, a kiedy jest tak zwany martwy okres. Wtedy robię właśnie nabór do moich kursów. Robię wszystko, żeby dostarczyć jak najwięcej wartości, a na to potrzebny jest czas. Nie ma tu mowy o błędzie. Nie mogę zawieść ani moich klientów, ani moich kursantów, dlatego planuję to wszystko przynajmniej z półrocznym wyprzedzeniem. Na co dzień popołudnia spędzam z córką na grach, zabawach, spacerach czy innych aktywnościach. Mam to szczęście, że nie jest absorbująca, dlatego też nie jestem mamą, która kona z przemęczenia, bo dziecko przewróciło jej dzień do góry nogami. Dokładam wszelkich starań, aby nasze dziecko miało stały rytm dnia, dlatego o godzinie 19.00 jest kąpiel, czytanie i usypianie, abym ja mogła wrócić do swoich zajęć. Jeżeli czytają ten artykuł mamy, polecam, aby w ten sposób usystematyzować dziecku dzień. Twarde zasady mam również, jeżeli chodzi o mój sen, bo regeneracja jest kluczowa.

O 22.00 bez względu na wszystko wygaszamy z mężem wszystkie narzędzia, na których pracujemy, łącznie z telefonami. Najczęściej włączam sobie muzykę medytacyjną, która pozwala mi szybko zasnąć i się odprężyć, tak żebym miała siłę kolejnego dnia na nowe zadania. W weekendy staram się nie pracować. Najważniejsza w tym czasie jest dla mnie rodzina. Natomiast niektóre z nich spędzam też na uczelni, bo jestem dodatkowo studentem, ale też wykładowcą. Wtedy przy córce pomagają mi rodzice albo mój mąż, który jest najlepszym tatą, jakiego mogłabym sobie wyobrazić dla naszego dziecka. Pamiętajmy, że dobrego przedsiębiorcę cechuje dobra organizacja czasu, dlatego zawsze planujcie, zapisujcie i co najważniejsze, dotrzymujcie terminów.

Czy Twoja praca to jednocześnie to, co kochasz, i sposób na zarabianie pieniędzy?

Mówi się, że rezygnujemy z naszych pasji na rzecz dobrych zarobków albo rezygnujemy z dobrych zarobków na rzecz naszych pasji. Niestety rzadko udaje się zarabiać w zawodzie, który kochamy. W moim przypadku było całkiem podobnie. To, co teraz robię, jest paradoksem mojego życia. W szkole średniej ledwo zdałam maturę z niemieckiego i z matematyki. Po otrzymaniu świadectwa maturalnego oznajmiłam światu, że nie chcę mieć nic wspólnego z niemieckim i rachunkowością. Los jednak potoczył się inaczej. Wylądowałam w Niemczech i nawet nie wiem, kiedy i jak zaczęłam pracę w biurze księgowości. Poznane tam zagadnienia przerażały mnie. Niemiecki system podatkowy jest jednym z najbardziej skomplikowanych na świecie.  Początkowo nie przepadałam za tym, ale im bardziej wdrażałam się w zagadnienia podatkowe i im  więcej mogłam przez to pomóc ludziom, tym bardziej fascynowała mnie ta praca. By pomóc swoim klientom, zaczęłam szukać dla nich rozwiązań w zawiłym gąszczu przepisów podatkowych. Robiłam więcej, niż ode mnie oczekiwano. Efektem mojej nadgorliwości i chęci posiadania wiedzy było zyskanie uznania i respektu wśród klientów.

Zanim się obejrzałam, przylepiono mi łatkę eksperta. Nie kochałam tego tematu, a zakochałam się w nim, gdyż daje mi to niesłychaną satysfakcję z wykonywanej pracy. Uważam, że każdy potrafi zmienić swoje nastawienie do wykonywanego zawodu, wystarczy, że w naszym kliencie dostrzeżemy człowieka i jego potrzeby. Spełniając jego oczekiwania, uzyskamy uznanie, co jest najwyższą potrzebą każdego z nas.

Mówisz o sobie, że jesteś stuprocentowym praktykiem. Możesz rozwinąć tę myśl?

Tak, jestem stuprocentowym praktykiem. Mimo tego, że jestem z wyksztalcenia ekonomistą handlowcem, zostałam przedsiębiorcą, obserwując innych odnoszących wielokrotne sukcesy, wyciągając wnioski z licznych błędów, które popełniłam na swojej drodze. Dlatego potrafię dać praktyczne spojrzenie i wiedzę osoby, która wszystkiego uczyła się w praktyce. Wszystko, czego uczę, sama zastosowałam w swoim życiu albo przeszłam przez ten etap z moimi klientami lub studentami. Moje wykłady słyną z prostoty przekazu. Nie lubię zawiłych regułek, których nikt nie potrafi zrozumieć. Osoby, które tylko coś przeczytały, nie rozumiejąc sedna przekazu, lub nie doświadczyły tego na własnej skórze, nie powinny nauczać innych. Uważam to za nieetyczne i niebezpieczne. Byłam na setkach szkoleń w swoim życiu i nie raz na pytanie „co by było, gdyby…” usłyszałam „nie mam pojęcia, ja tylko mówię, jak jest”. Nie mam patentu na sukces, ale zarówno ja sama, jak i wielu uczestników moich szkoleń rozwijamy prężnie swoje biznesy. Ucz się przez doświadczenie, bo tego, czego doświadczasz, zdecydowanie szybciej i łatwiej się nauczysz, no i lepiej to zrozumiesz.

Czy trudno jest pogodzić życie prywatne z życiem zawodowym? Jak sobie z tym radzisz?

Nie będę zwodzić czytelników, że jest to łatwe, bo nie jest. Jestem dobrze zorganizowana, to nie ulega wątpliwości, ale nie jestem w stanie też wszystkiego przewidzieć i wtedy pojawia się stres, nad którym w dalszym ciągu uczę się panować. Nieraz marzę o tym, żeby wyjechać całkiem sama w słoneczny zakątek świata, bez telefonu, obowiązków i całego tego codziennego szumu. Bywam przemęczona. Bywa też tak, że wezmę na swoje barki za dużo projektów, a nie wyobrażam sobie niedotrzymania terminu, i nie śpię po nocach, bo klient jest dla mnie najważniejszy.

Zdarzają się również chwile, że zadzwonię do rodziców z prośbą o przypilnowanie córki, bo jedyne, czego pragnę, to sen i brak poczucia obowiązku wstawania rano oraz szykowania jej do przedszkola. Mnie też się to przydarza, jak wszystkim rodzicom. Niemniej nie zmienia to faktu, że sama wybrałam takie życie. Przecież mogłam zostać w pracy na etacie i wieść normalne, spokojne życie. Mogłam.

Dokonałam świadomego wyboru i nigdy go nie będę żałować. Otaczam się wspaniałymi osobami, które pomagają mi w wielu obszarach życia prywatnego. Szczególnie przy córce. Staram się każdego dnia dostarczyć jej jak najwięcej przyjemności ze spędzania z nami czasu. Dbam o to, żeby ten wspólny czas maksymalnie wykorzystać. Z mężem przeprowadziliśmy się z centrum zatłoczonego Berlina do Polski. Zamieszkaliśmy w domku pod lasem, gdzie możemy korzystać z dobrodziejstw natury. Wszystkiego, czego potrzebowaliśmy, to cisza i spokój, żeby złapać balans pomiędzy życiem rodzinnym a karierą zawodową. Natura pozwala nam zregenerować siły, a także wpływa pozytywnie na naszą kreatywność, aby rozpocząć pełnią energii i pomysłów kolejny dzień.Mam to szczęście, że razem tworzymy wszystkie biznesy, dlatego jeżeli ja nie daję rady czegoś zrobić, to mój mąż bierze to na swoje barki. Nie mamy „normalnego” życia prywatnego jak większość.Nie oglądamy telewizji w wolne wieczory, bo jej najzwyczajniej w świecie nie posiadamy. Nie chodzimy do kina, bo wolimy iść do lasu na szybki spacer i pooddychać trochę świeżym powietrzem albo poleżeć na hamaku w ogrodzie, kiedy pogoda na to pozwala. Nie jeździmy na długo planowy urlop, tylko raczej na spontaniczne wypady, jak rozluźnia nam się grafik. Nie wrzucamy telefonu na dno torby, kiedy wychodzimy z domu, bo zawsze musimy być osiągalni, chociażby dla pracowników. Nie jest łatwo. Ale nic, co łatwe, nie daje nam dostatecznej satysfakcji.

Co byś poradziła kobietom, które wahają się, czy rozpocząć własną działalność biznesową?

Wszechświat wkłada do umysłów setek ludzi ten sam pomysł, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że przynajmniej 90% ludzi nic z tym nie zrobi. W biznesie postęp jest dużo ważniejszy niż perfekcja. To powinna zapamiętać każda kobieta. W momencie pojawienia się pomysłu natychmiast powinnyśmy go realizować bez obawy, że nam się nie uda. Nie możemy z góry tego założyć. A co, jeśli się uda? A co, jeśli nic nie zrobimy i ktoś wykorzysta ten pomysł – i to jemu się uda? Co będziesz wtedy czuła? Przede wszystkim każda osoba bez wyjątku powinna zrobić sobie plan. Przedsiębiorców cechuje to, że doskonale wiedzą, w którym kierunku podążają. Mają plan na kolejny rok, dwa czy pięć. Mogą nie mieć jeszcze doskonałej strategii dojścia do tego celu, ale potrafią przenieść się w przyszłość i stworzyć sobie wizję samego siebie i swojego biznesu.

Jako właściciele firm musimy także pamiętać, że nie tylko na wizji przyszłości on polega, ale przede wszystkim musimy mieć poczucie realizmu. Musimy mieć świadomość tego, jak wygląda nasz rynek, kim jest nasza konkurencja, co potrzebują nasi klienci i jakie mają problemy.

Kiedy ostatnio wykładałam na uczelni Asbiro w Warszawie, na sali było około 120 studentów. Zauważyłam, że większość z nich nie ma pomysłu na biznes, i to jest największy problem. Nie brak odwagi, a brak pomysłu. Myślę, że nie tylko studenci borykają się z takim myśleniem.

Może trochę podpowiem. Zauważ, że o ile wymyślić coś jest ciężko, to łatwiej jest ulepszyć już istniejące. Zachęcam do zapoznania się z historią Steve’a Jobsa, który ulepszył odtwarzacz CD czy mp3 i wypuścił na rynek iPoda. Genialne. Zainspiruj się tą historią i pomyśl, co ty możesz zrobić lepiej niż inni. A może na rynku jest już coś, co działa, a ty możesz zostać tego dystrybutorem, franczyzobiorcą lub kupić na to licencję? W ten sposób otrzymujesz gotowe rozwiązania i nie popełniasz błędów. A może widziałeś coś na innym rynku, co działa, i warto pomyśleć o przeniesieniu tego na twój rynek? Większość firm tak właśnie rozwija swoje biznesy. Jest wiele sposobów na znalezienie swojego pomysłu na biznes. Włącz kreatywność i przestań zadręczać się myśleniem, co będzie, jeśli mi nie wyjdzie. Zapewniam – w takim przypadku na pewno nie wyjdzie. Pamiętajmy, że myślami przyciągamy to, co nam się przydarza!

Zdradzisz naszym czytelnikom swoje plany na przyszłość? Masz jakiś zawodowy cel, na którym szczególnie Ci zależy?

 

Tak. Z miłą chęcią podzielę się planami na przyszłość. W lipcu bronię tytuł certyfikowanego trenera biznesu, co było od wielu lat moim wielkim marzeniem. Moim celem jest stworzenie wyedukowanej, ogromnej społeczności, która będzie się nawzajem wspierać w dążeniach do celu.

Moim największym marzeniem jest dotarcie z moją misją do szerokiego grona przedsiębiorców na całym świecie. Chcę im doradzać, chcę ich wspierać i pomagać spełniać ich marzenia tak jak teraz, ale na ogromną skalę. Wyobrażam sobie często wielką scenę, na której jest mi dane przemawiać, a po przemówieniu oglądać radość słuchaczy i chęć do działania. Codziennie stawiam kolejny krok do tego, żeby przybliżyć się do moich pragnień. Chciałabym dać wiarę tym, którzy w siebie nie wierzą, aby realizowali swoje cele, plany i marzenia, a tym, którzy prowadzą już swoje biznesy, dać wsparcie, które pozwoli im wspiąć się na wyżyny swoich możliwości. Kocham ludzi. Kocham pracę z ludźmi.

Bardzo mocno wierzę w to, że każdy człowiek bez wyjątku jest dobry. Dlatego w swoich szkoleniach mówię z serca do serca. Utożsamiam się z każdym z przedsiębiorców i szukam indywidualnych rozwiązań dla ich biznesów, nawet na szkoleniach grupowych. Trzeba pamiętać, że każdy biznes ma inną specyfikację, każdy biznes będzie miał inną grupę docelową, a ona będzie miała różne wymagania. Żeby zbudować, a później poprowadzić zyskowną firmę, trzeba się w nią maksymalnie wczuć i zrozumieć. Dodatkowo planuję otworzyć kilka placówek naszego biura księgowego w całej Polsce. Trzy lata temu przed realizacją pomysłu powstrzymał mnie poród. Dziś nie czuję żadnych barier. Świat stoi przede mną otworem. Jestem na etapie poszukiwań wspólników, którzy tak jak ja kochają swój zawód. Długoterminowym planem, który realizuję już kilka lat, jest posiadanie w swoim portfelu inwestycyjnym 50 nieruchomości na własność. Cel wyznaczyłam do 35 roku życia. Brakuje mi jeszcze 31 nieruchomości, ale mam całe 5 lat na zrealizowanie tego projektu i nie zakładam, że coś stanie mi na przeszkodzie. Choć jak wiemy, życie lubi płatać figle. Niemniej idę przed siebie mimo wszelkich przeciwności losu. To, co jest mi dane, biorę, to, co mogę oddać, oddaję. To, co nie wychodzi, naprawiam. A to, z czym sobie nie radzę, zostawiam.

 

A prywatnie…? Kim jest Magdalena Lockau?

Prywatnie Magdalena Lockau jest najszczęśliwszą żoną i mamą 3-letniej Lenki.

Jest spełnioną, silną kobietą. Uwielbia wieczory, kiedy kładzie córkę do łóżka, a ona domaga się czytania bajek. Jest to najpiękniejszy czas w ciągu dnia, który pozwala przenieść się w świat fantazji, odstawić na bok zmartwienia i poczuć się przez chwilę jak dziecko.

 

Dziękuję za rozmowę.

Justyna Nakonieczna

 

 

Zdjęcia:

 

Show Buttons
Hide Buttons