Od małego pokoju do wielkich marzeń

W świecie fryzjerstwa tworzenie nowych stylów to nie tylko rzemiosło, lecz także sztuka budowania relacji. Rozmowa z założycielką Akademii Fryzjerskiej Fetish Hair, Katarzyną Wilk, która dzieli się inspiracją powstania przestrzeni, zwanej ITABA Centrum oraz dźwięcznymi motywacjami z własnej podróży zawodowej. Kasia podąża za marzeniami, tworząc nie tylko miejsce szkoleniowe, ale przede wszystkim wspólnotę. Przekonajcie się, jak z jednostkowych marzeń rodzi się miejsce pełne magii fryzjerskiego rzemiosła i ludzkich relacji.

 

Co było inspiracją do powstania Akademii Fryzjerskiej Fetish Hair?

Pierwszą, podstawową rzeczą, która była powodem powstania Akademii, była potrzeba rozwoju. Rozwoju samej siebie, jak i chęć wykorzystania swojego potencjału, wiedzy oraz doświadczenia nie tylko z zakresu fryzjerstwa. W tym momencie uśmiecham się sama do siebie, kiedy wspominam czasy ukończenia studiów, gdy mówiłam, że mam już dosyć nauki i że już do żadnej szkoły nie pójdę. A jednak. Szkoliłam się u różnych ludzi, na różnych etapach mojego życia, mniej bądź bardziej świadomie podejmując decyzje, w jakim kierunku chcę iść. Powstanie Akademii, a także całego kompleksu – można by powiedzieć – było impulsem, jednak ma ono nieco głębszą historię. Moja przygoda z fryzjerstwem zaczęła się od małego pomieszczenia, które miało zaledwie 16 metrów kwadratowych. Mały pokoik, w którym mieścił się cały mój magiczny świat. Bo dla mnie w momencie, kiedy klientka siadała na fotelu, działa się magia. Ona nie przychodziła tylko po to, abym zrobiła jej nową fryzurę czy wystrzałowy kolor. Budowałyśmy między sobą relację, poznawałyśmy się, wymieniałyśmy się swoimi doświadczeniami oraz swoją energią. Kiedyś moja przyjaciółka przyszła do mnie ze swoją teściową, która spytała, jak długo będzie trwała wizyta, na co jej synowa odpowiedziała: „Tak długo, aż się Kasi będzie podobać”. Moim marzeniem kiedyś było to, aby stworzyć takie miejsce dla kobiet, aby mogły się spotykać, wspierać wzajemnie, tworzyć pewnego rodzaju wspólnotę. Swego czasu nawet udostępniałam własny dom, by organizować właśnie tego typu spotkania, warsztaty.  Wyobraź sobie, że przyjeżdża do twojego domu kilkanaście kobiet, a jedyna, jaką znasz, to prowadząca warsztaty. Spędzacie ze sobą kilka dni i nagle okazuje się, że wasze historie w pewnym stopniu się przeplatają, uzupełniacie się. Pomyślisz sobie: „szaleństwo!”. Dla mnie to był niesamowicie wspierający czas, nie wspominając już o znajomościach, które pozostają na stałe. Piękny czas oraz doświadczenia, które zapoczątkowały myśl o stworzeniu swojej własnej społeczności. W pewnym momencie ilość moich obowiązków – praca, dzieciaki, dom – nie pozwalała mi na częste organizowanie tych warsztatów, jednak potrzeba integracji z kobietami pozostała. W życiu nie ma przypadków. Uważam, że wszystko dzieje się po coś. To doświadczenie było mi potrzebne, aby popchnąć mnie do realizowania kolejnych pomysłów. Praca z moimi klientkami dała mi w pewnym stopniu poczucie spełnienia tej potrzeby, jednak nie do końca. W momencie, w którym powstał plan stworzenia Akademii, która ma za zadanie kształcić przyszłych i obecnych fryzjerów, zrodził się kolejny pomysł, aby stworzyć również centrum, które będzie wspierało właśnie tego typu działania. Tak właśnie powstał kompleks, który nosi nazwę ITABA Centrum. Moja mama jest pomysłodawczynią tej nazwy i są to pierwsze litery imion jej wnuków: Igor, Tymon, Antonina, Borys i Alexander. Nazwa ta ma dla mnie personalny charakter; Akademia jest miejscem pełnym rodzinnego klimatu, na czym bardzo mi zależało. Włożyłam w jej przygotowanie wiele serca, dopracowany został każdy szczegół, ponieważ traktuję to miejsce jak drugi dom i chcę, aby inni również czuli się w tym miejscu komfortowo.  Zarówno w swoim salonie, w pracy z klientkami, jak i w Akademii staram się budować relacje, które nie kończą się za drzwiami lokalu, aby osoby, z którymi współpracuję, czuły się w pełni zaopiekowanie. 

Jakie cele stawiasz przed sobą w kwestii rozwoju Akademii – w kontekście branży fryzjerskiej i nie tylko?

Na chwilę obecną jestem dosłownie moment przed otwarciem całego kompleksu usługowo-mieszkalnego. Jest to miejsce, w którym można organizować szkolenia, wykłady, warsztaty wraz z pełnym zapleczem. Nie chcę skupiać się tutaj jedynie na szkoleniach stricte technicznych z branży fryzjerskiej. W tym przypadku znowu stawiam na ludzi, na relacje, jakie jesteśmy w stanie wypracować. W dzisiejszych czasach ogromną moc niesie za sobą networking. Uważam jednak, że ma on moc dopiero wtedy, kiedy jest naprawdę szczery, gdy ludzie szczerze chcą się wspierać, poznawać i uczyć się od siebie nawzajem.

Czy możesz podzielić się z nami swoją osobistą historią bądź momentami, które najbardziej zmotywowały Cię do działania?

Najbardziej przełomowym momentem w moim życiu był czas, kiedy się rozwodziłam i gdy uświadomiłam sobie, że zostałam zupełnie sama i tak naprawdę z niczym, bo dotychczas przez całe swoje życie robiłam coś dla kogoś. Najpierw, jeszcze jako nastolatka, zaczynałam pracę w firmie rodzinnej, potem wspólnie z mężem prowadziliśmy działalność gospodarczą totalnie niezwiązaną z branżą, w której obecnie pracuję. To był czas, kiedy budowałam wszystko od samego początku, puzelek po puzelku, począwszy od budowania siebie, kończąc na budowaniu swojego wizerunku, marki oraz rynku. Pracując na dwóch etatach, mając dzieci, zmagając się z problemami dnia codziennego, moją ulubioną jednostką czasu był „międzyczas”. Teraz, patrząc wstecz, chociażby na zdjęcia, i wspominając tamten okres, zastanawiam się, jak udało mi się to ogarnąć. Niektórzy znajomi nazywają mnie Terminatorem. Jednak każdy procesor, nawet najlepszy, kiedyś może się zepsuć. Niejednokrotnie zdarzały się momenty, kiedy byłam zmęczona i miałam serdecznie dość, jednak moi synowie – mimo wszystko – byli i są największą motywacją do dalszego działania. Bo jak nie ja, to kto?  Najlepszą motywacją są również chwile, gdy moi synowie z dumą opowiadają o tym, co robi ich mama i z chęcią pojawiają się tutaj, w Akademii, chcąc wspólnie tworzyć miejsce, które być w może w przyszłości sami będą prowadzić. Wtenczas właśnie mówię sobie: „Dobra robota!”.

Dostrzegasz jakieś specyficzne wyzwania lub korzyści wynikające z tego, że jesteś kobietą prowadzącą biznes?

Jestem mamą, a to już jest spore wyzwanie w momencie prowadzenia biznesu. Pogodzenie obowiązków związanych z domem, dziećmi, pracą, rozwojem osobistym jest niezwykle trudne, aby realizować się we wszystkim na sto procent. My, kobiety, mamy umiejętność zwaną multitaskingiem. Jednak to wymaga bycia w ciągłej gotowości. Grunt to potrafić odnaleźć w tym wszystkim równowagę, być dla siebie dobrym, ale też uznać swoje słabości, zamiast z nimi walczyć. 

Czy miałaś/masz mentora, którym inspirowałaś się podczas budowania swojej kariery?

Oczywiście! Budowanie kariery to proces, który, mam wrażenie, jest niekończącą się przygodą. Co rusz pojawiają się nowe pomysły, nowe osoby, które stają się inspiracją. Spotykam na swojej drodze mnóstwo ludzi, od których z chęcią czerpię wiedzę oraz umiejętności. Bo ja tak naprawdę uwielbiam poznawać ludzi i się od nich uczyć. Począwszy od trenerów biznesu, neurolingwistycznego programowania, szkoleniowców z branży fryzjerskiej, nawet po psychoterapeutów. Wychodzenie poza własne ramy daje dużo większe perspektywy w pracy z ludźmi, ponieważ możesz przekazać im ciekawe treści nie tylko z zakresu swojej dziedziny. Pewnego dnia po jednym z warsztatów usiadłam i zaczęłam wypisywać w kalendarzu swoją listę marzeń, od tych najmniejszych po te naprawdę wielkie. Jednym z punktów było szkolenie u Madzi Dylik – pozwolę sobie tutaj na zdrobnienie imienia ze względu na ogromną sympatię. Pojechałam do Bielska-Białej na jeden dzień szkolenia ze strzyżeń i zaraz po nim zapakowałam się do auta i pojechałam do Lublina, aby wziąć udział w kolejnym szkoleniu. Przez jakiś czas obserwowałam Magdę na Facebooku i po pierwsze, bardzo chciałam ją poznać, po drugie, chciałam dopracować swoją technikę strzyżeń właśnie pod jej okiem. Kolejną osobą jest Łukasz, mąż Magdy, z którym na chwilę obecną jestem w mentoringu biznesowym. Łukasz od samego początku, odkąd mieliśmy okazję się poznać, wspiera mnie w moich działaniach biznesowych, motywuje i nie wywiera presji, że coś muszę. Daje mi przestrzeń na to, abym mogła oswoić się z pewnymi kwestiami, poczuć, jak one we mnie rezonują. Moimi największymi mentorami są jednak przede wszystkim moi Rodzice, którzy od 35 lat tworzą swój biznes, swoją markę, która jest rozpoznawana w całej Polsce, a nawet poza jej granicami. Budowali swoją firmę od podstaw. W małym garażu, który znajdował się obok domu. Pamiętam, jak będąc małym brzdącem, jeździłam z tatą na budowy. Wszystkie kobiety, które pracowały w biurach, były najlepszymi ciociami. Znałam wszystkie skróty i objazdy w Trójmieście i okolicach. Wakacje spędzałam na budowach, kiedy koledzy ze szkoły jeździli na plażę; z perspektywy czasu uważam, że był to naprawdę cenny czas. Mój Tata jest marzycielem, kreatorem, moja mama z kolei jest sprawczynią. Tata wymyśla idee, a mama realizuje plany, wdraża je w życie. Ja staram się łączyć te dwie cechy, chociaż zdecydowanie – jako artystka – bardziej spełniam się w kreacji.  Gdy realizuję jakiś swój projekt, czuję się jak ryba w wodzie. Mimo natłoku zadań, gdy widzę efekt swojej pracy, czuję, że to, co robię, ma sens. 

Plany na przyszłość…

Jak już wcześniej wspomniałam, moim marzeniem było stworzenie przestrzeni wspierającej kobiety zarówno w życiu prywatnym, jak i biznesowym. W chwili obecnej to marzenie zaczyna nabierać realnych kształtów i ewoluować. Poznaję kolejne wspaniałe osoby, które chcą wspólnie ze mną zrealizować tę wizję. Kiedy myślę, że osiągnęłam już swój najwyższy szczyt, nagle okazuje się, że na horyzoncie pojawia się kolejny.

 

Dziękuję za rozmowę.

Justyna Nakonieczna

 

 

Zdjęcia: Aleksandra Maj

Show Buttons
Hide Buttons