Paradoks samotności na szczycie: Dlaczego autentyczność wymaga wsparcia?

Wielu przedsiębiorców, twórców boi się, że pokazanie ludzkiej twarzy osłabi ich autorytet. Zanim przejdziemy do sedna, zastanówmy się, czym jest dzisiaj autorytet. Na przestrzeni lat zarówno znaczenie tego terminu, jak i budowanie go znacząco się zmieniło. Kiedyś autorytetem była konkretna osoba, która stała na czele jakiejś grupy społecznej, zawodowej (lider).

Bardzo często to ona miała decydujące prawo głosu i podejmowania finalnych decyzji. Jej zestaw cech i zachowań był unikatowy. Gdy zachodziły jakieś zjawiska, oczekiwano zabrania głosu i wyrażania opinii od takiego autorytetu. Z reguły nikogo nie interesowało, co dzieje się w jego kulisach życiowych, jakie ma stany emocjonalne. Oczekiwano efektu, a zaraz za tym szybkiego zapewnienia poczucia bezpieczeństwa poprzez podjęcie działania i wydanie poleceń innym, co mają robić. Im mniej pokazywania emocji, tym lepiej. Taka osoba musiała być zawsze stabilna, nieugięta, silna. Każdy cień wątpliwości oznaczał uchylenie rąbka ludzkiej słabości. Dlatego przez wiele lat oczekiwaliśmy od autorytetów takiej postawy, a sami, dążąc do zostania „bohaterami”, również mieliśmy przez to gotowy plan działania.

Obecnie żyjemy w świecie, gdzie taka postawa bardzo często spotyka się z krytyką, brakiem aprobaty i zaufania. Oczekujemy empatii, zrozumienia, szczerości, a z drugiej strony nadal chcemy widzieć tę skuteczność. Chcemy widzieć pełen obraz zachowań, myśli, a nie jego wycinek. Czy zatem autentyczność to jedyny sposób na zbudowanie silnej pozycji, marki w naszym otoczeniu? Moim zdaniem tak.

Prawdziwa siła przedsiębiorcy nie bierze się z tego, że wie wszystko, ale z tego, że potrafi stworzyć wokół siebie bezpieczną przestrzeń do wymiany myśli.

Coraz częściej mówimy o samotności w biznesie. O braku zrozumienia, niepewności, braku poczucia sensu, celu i sprawczości.

Codziennie wykonujemy szereg powtarzalnych zadań – czy lubimy to, czy też nie.

Rutyna jest nieodłącznym elementem każdego sukcesu. Dlatego tak ważne jest, aby znaleźć sobie miejsce, grupę osób, które mają podobnie jak my. Tak – tutaj mam na myśli networking 🙂 Natomiast networking networkingowi nierówny. W swoim życiu byłam na kilkuset networkingach w całej Polsce (naprawdę). Do dzisiaj bacznie obserwuję, jak zmienia się ten rynek, organizując i prowadząc konferencje dla moich klientów. Coraz więcej potrzebujemy rozmowy, spotkania w cztery oczy, braku napinki, luzu i po prostu zdjęcia maski, którą, chcąc nie chcąc, nosimy na co dzień. Pragniemy NORMALNYCH rozmów z kimś, kto NAPRAWDĘ wie, o czym mówimy i co czujemy.

CZEGO UNIKAĆ PODCZAS WYBIERANIA EVENTU?

– zadawania sobie pytania „Co ja z tego będę mieć?”. Zamiast tego polecam podejść do tematu „Co ja mogę komuś dać od siebie?”.

– „Szkoda mi kasy” ➡ „To jest inwestycja w siebie”

– „Szkoda czasu” ➡ „Szkoda, żebym tracił czas na działanie w pojedynkę”

– „To za daleko” ➡ „W końcu wyjdę poza teren, który znam”

– „To nie moja branża” ➡ „Poznam ludzi, którzy mają inny punkt widzenia”

Wróćmy do autentyczności.

Idąc na wydarzenie, idziesz tam przede wszystkim jako TY. Nie pani psycholog, pan prawnik, pan producent. Ludzie w pierwszych sekundach naprawdę wiedzą, czy chcą kontynuować tę rozmowę, czy nie. Czasami nie ma znaczenia, jak wielkie pieniądze i perspektywy ktoś Ci proponuje – na koniec dnia liczy się człowiek i jego wartości. Kiedy pokazujesz, jaki jesteś naprawdę, co Cię interesuje, co jest dla Ciebie ważne (czyt. aspekt werbalny i niewerbalny), ludzie wtedy zdecydują, czy wejdą z Tobą w relację. Bycie autentycznym to zapewnienie sobie spokoju, komfortu psychicznego i lepszego snu po networkingu 🙂 Nie musisz nikogo udawać. Z tego miejsca polecam Ci książkę Odwaga bycia nielubianym, która pokazuje zachowania ludzkiego mózgu w kontakcie z drugim człowiekiem i z samym sobą w aspekcie życia społecznego.

Autentyczność i szczerość budzą ludzi, ich serca i intencje. Największą walutą dzisiejszych czasów jest zaufanie. Nie znam lepszego sposobu na jego zdobycie. Jeśli tworzysz w internecie, to zapewne się ze mną zgodzisz, że jednym z lepszych komplementów od osób, które spotykają nas na żywo, jest stwierdzenie: „Jesteś taki sam online, jak i offline”. Oznacza to, że zachowujemy się cały czas naturalnie i ludzie mają poczucie, że nas znają, a co za tym idzie – zwiększa się ich poczucie bezpieczeństwa w kontakcie 1:1.

Jest jedna pułapka.

Bycie autentycznym to nie bycie ekshibicjonistą emocjonalnym. Trzeba znaleźć zdrowy balans między dzieleniem się tym, co odczuwamy, myślimy, co i kogo pokazujemy, a nadmiernym uzewnętrznianiem się bez poczucia granic. To w tym miejscu autentyczność wymaga wsparcia (niekiedy zewnętrznego). Jedną z metod, aby zrewidować swoją postawę, jest przejrzenie swojej historii publikacji, zapytanie zaufanych znajomych, jak oni odbierają to, co publikujemy, a co najważniejsze – zapytanie siebie, czy dla nas jest to okej, że ludzie wiedzą to, co wiedzą (post factum), lub czy powinni wiedzieć o tej czy innej kwestii. Niekiedy w emocjach coś opublikujemy, mówimy, a potem zapominamy, że w social mediach nic nie ginie. Miejmy we wszystkim rozwagę i róbmy sobie taki „przegląd” co jakiś czas.

Nie musimy też działać skrajnie, czyli nic nie publikujemy, nie piszemy, nie ufamy innym. Tutaj też funkcjonuje samotność, gdyż nie potrafimy ocenić, co warto, więc ostatecznie nic nie wrzucamy, bo „a nuż ktoś pomyśli, że się chwalę”, podczas gdy robimy fantastyczne rzeczy i nikt o tym nie wie.

Przede wszystkim rozwaga, świadomość i testowanie metodą małych kroków.

Trzymam za Ciebie kciuki, do zobaczenia na ścieżce networkingowej! 🙂 Oldżi

 

 

Olga Palka- Twórca cyfrowy & strateg konferencji & konferansjer

 

 

 

Zdjęcia: J.MATUSZYŃSKA

Show Buttons
Hide Buttons