„Pasja nie pyta o wiek”: rozmowa z samą sobą o odwadze, biznesie i tworzeniu rzeczy z duszą

Po latach prowadzenia wywiadów z kobietami biznesu Ewa Małgorzata Wiertelak, redaktor działu „Kadrem o Biznesie”, a jednocześnie prezes firmy MEDORA, decyduje się na gest odważny i rzadki: zaprasza do rozmowy… samą siebie. Nie po to, by opowiadać o sukcesach, lecz by nazwać moment zmiany. O dojrzałości, która nie zamyka, lecz otwiera. O biznesie, który może iść w parze z twórczością. I o pasji, która przychodzi wtedy, gdy człowiek wreszcie ma odwagę jej posłuchać. To opowieść o kobiecie, która nie wybiera jednej roli, bo wie, że pełnia zaczyna się tam, gdzie pozwalamy sobie być wielowymiarowe.

Przez ostatnie wydania rozmawiałaś z zaproszonymi gośćmi. Tym razem zaprosiłaś… samą siebie. Dlaczego?

Doszłam do momentu, w którym mam potrzebę powiedzenia na głos czegoś, co słyszę od wielu kobiet, ale rzadko widzę w mediach: że dojrzałość nie jest końcem rozwoju, tylko jego nowym etapem, i że pasję można odkryć nie tylko w młodości. Czasem dopiero wtedy, gdy ma się za sobą dwadzieścia lat prowadzenia firmy, tysiące decyzji i setki nieprzespanych nocy.

Jesteś prezeską spółki produkującej odzież medyczną od ponad 20 lat. Skąd w tym wszystkim nagle… żywica, pracownia, patery, stoły?To nie było nagle. To było bardzo powoli. Przez lata żyłam w świecie tkanin, krojów, kolekcji, spotkań biznesowych, zarządzania zespołem. Lubię to i szanuję, bo to mnie zbudowało, ale w pewnym momencie poczułam, że oprócz zarządzania potrzebuję tworzyć… rękami. Nie dla rynku. Dla siebie. Pierwszy kontakt z żywicą był czysto „ciekawościowy”. Chciałam zobaczyć, czy potrafię coś z niej zrobić. I okazało się, że to mnie wciągnęło głębiej, niż się spodziewałam.Co Cię w tym najbardziej pociągnęło?

To, że żywica zatrzymuje moment. Można w niej zamknąć kwiat, kolor, światło.
I nagle zwykły przedmiot, patera, kubek, stolik, przestaje być tylko rzeczą użytkową. Staje się opowieścią. Dla mnie to bardzo kobiece medium. Delikatne, ale wymagające dyscypliny. Zmysłowe, ale techniczne. Trochę jak kobieta dojrzała, już nie musi nic udowadniać, ale dokładnie wie, czego chce.Mówisz o tym, że po pięćdziesiątce można odkryć nową pasję. Wiele kobiet w tym wieku raczej się wycofuje, niż zaczyna coś nowego.

Bo wciąż funkcjonuje przekonanie, że „już nie wypada”, że „już się nie zaczyna”, że „już nie ten czas”. A ja myślę odwrotnie: to właśnie wtedy wreszcie masz prawo robić coś nie dlatego, że musisz, tylko dlatego, że chcesz. Masz doświadczenie, masz dystans, masz świadomość swoich ograniczeń i swoich talentów. To ogromny kapitał.

Jak wygląda Twoja codzienność teraz, między zarządzaniem spółką a pracą w pracowni?Bardzo prawdziwie. Jednego dnia jestem w marynarce, na spotkaniach, w rozmowach o strategii i produkcji. Drugiego dnia wkładam ubranie ochronne, rękawice, idę do pracowni, mieszam żywicę, szlifuję, sprawdzam kolory. I nie widzę w tym sprzeczności. Widzę w tym pełnię.

Nie boisz się, że ktoś powie: „Prezeska, a chodzi w roboczej odzieży”?Nie, bo właśnie w tym widzę swoją siłę. Że nie muszę udawać, że jestem kimś innym, niż jestem. Że mogę być kobietą w szpilkach i kobietą w roboczych rękawicach. I że żadna z tych ról nie jest mniej ważna.


Twoje projekty z żywicy kierujesz nie tylko do domów, ale też do klinik i gabinetów medycznych. Skąd ten pomysł?

Bo znam ten świat od środka. Przez lata pracowałam i pracuję z lekarzami, pielęgniarkami, właścicielami klinik. Wiem, jak wygląda recepcja, poczekalnia, gabinet. I wiem, że estetyka ma tam ogromne znaczenie. Patera na cukierki, naczynie na wizytówki, mały wazonik – to są drobiazgi, które budują atmosferę miejsca. Chcę, żeby były spójne z wnętrzem, z logo, z charakterem kliniki. Dlatego tworzę zestawy: stolik, patera, kubek, taca – w jednej palecie barw. A do tego zapraszam artystę, który maluje obraz w tym samym klimacie. To już nie jest produkt. To jest koncepcja.


Czy to już biznes, czy jeszcze pasja?

Jedno i drugie. Pasja daje mi sens. Biznes daje strukturę. Dojrzałość polega na tym, że nie muszę wybierać między nimi.

Jak reagują ludzie, gdy widzą Cię w tej nowej roli?

Często mówią: „Nie wiedziałam/-em, że to robisz sama”. I to mnie cieszy najbardziej, bo to znaczy, że widzą we mnie nie tylko osobę zarządzającą, ale osobę tworzącą.


W Twojej działalności wciąż obecna jest fotografia.

Tak, bo obraz jest dla mnie naturalnym językiem. Wykonuję sesje biznesowe i wizerunkowe dla przedsiębiorców. Szczególnie bliska jest mi fotografia kobiet, dojrzałych, świadomych, pięknych w swojej historii. To się wszystko łączy: żywica zatrzymuje kwiat, fotografia zatrzymuje moment, biznes nadaje temu ramę.


Gdybyś miała powiedzieć coś jednej kobiecie po pięćdziesiątce, która boi się zmiany, co byś powiedziała?

Że nie musi zaczynać od rewolucji. Może zacząć od ciekawości. Od pytania: „A co mnie jeszcze interesuje?”. I że dojrzałość nie jest końcem drogi. Jest miejscem, z którego widać więcej.


Czy ten wywiad jest też formą sprzedania swojego wizerunku?

Tak. I mówię to wprost, bo wizerunek to nie jest maska. To jest opowieść o tym, kim jesteś naprawdę. A ja chcę być opowieścią o kobiecie, która nie boi się zmieniać ról.


Na koniec, kim dziś jest Ewa Małgorzata Wiertelak?

Kobietą, która zarządza firmą. Kobietą, która tworzy stoły z żywicy. Kobietą, która fotografuje innych, i kobietą, która wciąż jest ciekawa siebie.

 

 

 

 

www.medora.pl

www.medoraphotography.com

www.medoraart.com

fb: Medora Art

instagra: medora_4art

ewa.wiertelak@medora.pl

 

 

zdjęcia: Ewa Małgorzata Wiertelak

 

Show Buttons
Hide Buttons