Przez wyzwania do sukcesu w edukacji i przedsiębiorczości

Klaudyna Cichocka-Volkov, przedsiębiorczyni i edukatorka, od dzieciństwa stawiała czoła trudnościom związanym z niepełnosprawnością, co w konsekwencji wykształciło w niej zdolność szybkiej adaptacji i odwagę w podejmowaniu ryzyka. Opowiada o swoich doświadczeniach, wyzwaniach w edukacji współczesnych dzieci oraz innowacjach wprowadzanych w procesie nauczania, pokazując, że droga do sukcesu w biznesie i życiu osobistym nie zawsze jest prosta, ale z determinacją i pasją można osiągnąć wiele.

 

Jakie doświadczenia zawodowe i osobiste przygotowały Panią do roli przedsiębiorczyni i edukatorki?

Osobistym doświadczeniem, które przygotowało mnie do roli przedsiębiorczyni i edukatorki, jest na pewno to, że urodziłam się z niepełnosprawnością – z dwoma wadami wrodzonymi – bioder i stóp, co spowodowało, że większość mojego dzieciństwa spędziłam w szpitalach, gdzie przechodziłam szereg koniecznych operacji. To były czasy, kiedy rodzice nie mogli przebywać z dziećmi w szpitalu – mieli tylko prawo do niedzielnych odwiedzin, więc szybko musiałam się przystosować do tej sytuacji. Myślę, że te wydarzenia z wczesnego dzieciństwa oraz niepełnosprawność, która nieustannie mi towarzyszyła, nauczyły mnie szybko adaptować się do przeróżnych sytuacji, co znalazło swoje zastosowanie również w biznesie i pozwala mi też szybko adaptować się do zawodowych wyzwań, przystosowywać do zmian rynkowych, podejmować decyzje i, co najważniejsze, nie bać się straty i ryzyka, jakie niesie ze sobą dany wybór.

Co sprawiło, że zdecydowała się Pani rozpocząć karierę jako przedsiębiorczyni w branży edukacyjnej?

Przedsiębiorczynią w branży edukacyjnej stałam się trochę przez przypadek. Będąc na drugim roku studiów pierwszego stopnia zarządzania firmą, postanowiłam założyć własną działalność gospodarczą. Pracowałam wówczas jako ambasadorka szkoły językowej, która opracowała własną metodę nauczania dzieci języków obcych – moja rola polegała na tym, aby umawiać w placówkach edukacyjnych lekcje pokazowe i omawiać z organami prowadzącymi szczegóły współpracy, w związku z czym wiedziałam, w których rejonach Wrocławia tych placówek brakuje. Kiedy zobaczyłam, że pojawiła się oferta na stronie Powiatowego Urzędu Pracy na pozyskanie dotacji na otwarcie własnej działalności, podjęłam decyzję, że napiszę biznesplan, na co miałam dwa tygodnie, a że nie było mi to obce, bo pisałam sporo biznesplanów na studiach, otrzymałam tę dotację, co rozpoczęło moją wielką przygodę z edukacją, która stała się moją życiową pasją i ogromną motywacją do codziennego działania.

Co uważa Pani za największe wyzwania w edukacji dzieci w dzisiejszym świecie?

Myślę, że tych wyzwań jest sporo… jednym z nim jest duża rozbieżność między rozwojem systemu edukacji a rozwojem świata. Brakuje w naszym systemie edukacji kształcenia kompetencji ekonomicznych, umiejętności miękkich, edukacji seksualnej, wspierania poczucia własnej wartości. Dodatkowo studia, które przygotowują nauczycieli, też nie idą z duchem czasu. Kolejnym dużym wyzwaniem jest brak nauki o higienie cyfrowej, a wręcz przebodźcowywanie dzieci i nadużywanie takich urządzeń jak komputery, telefony, telewizory, co powoduje, że jesteśmy bardzo pobudzeni i nie do końca wiemy, jak dobrze z tego korzystać. W dobie mediów społecznościowych często brakuje nam dobrych wzorców, oglądamy łatwo przyswajalne, śmieszne treści influencerów, w których brakuje wartości życiowych. Ważnym w edukacji wyzwaniem jest też to, abyśmy zrozumieli, że edukację tworzymy wszyscy wspólnie – system, nauczyciele oraz rodzice. Jeśli nie będzie tutaj spójności w dążeniu do danego efektu wychowawczego, to nie będzie to przynosiło takich owoców, jakich oczekujemy. Musimy sobie bardziej ufać i bardziej się nawzajem wspierać, zamiast tylko oceniać i punktować.

Jakie innowacje wprowadza Pani do procesu edukacji, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki rozwoju?

Przede wszystkim staram się wprowadzać balans i pokazywać rozwój różnych kompetencji. Nie zamykać się na przykład wyłącznie na sport czy zajęcia plastyczne, muzyczne lub językowe, tylko pokazywać dzieciom rozmaite możliwości, ponieważ w tym wieku dzieci uczą się najwięcej przez naśladowanie. Staram się przy swoich placówkach zakładać naturalne place zabaw, aby dzieci obcowały z zielenią, żeby widziały, jak rosną rośliny, same je zrywały, by kreatywnie się bawiły naturalnymi, drewnianymi przedmiotami. Wprowadzam również do swoich placówek Lego Education, które mają niezwykle wiele zalet w edukacji najmłodszych, między innymi łączą zabawę z nauką, pomagają dzieciom rozwijać umiejętności psychomotoryczne, pobudzają ciekawość świata, angażują do samodzielnego poszukiwania rozwiązań i korzystania z instrukcji, dają dzieciom przestrzeń na planowanie czy radzenie sobie z przeróżnymi przeszkodami. Dzięki Lego Education przedszkolaki zdobywają szereg ważnych kompetencji, na przykład społecznych, językowych czy matematycznych, poprzez kreatywną zabawę, dostosowaną do ich wieku. Budowanie z klocków pobudza dziecięcą wyobraźnię oraz kreatywność, pozwala dziecku na twórcze działanie, uczy współpracy i podejmowania samodzielnych decyzji. Zajęcia z użyciem zestawów Lego przynoszą najmłodszym wiele frajdy i satysfakcji. Bardzo dbam o rozwój swojej kadry, słucham ich potrzeb, ale też cały czas badam rynek i widzę, co jest nam potrzebne, żebyśmy jako zespół mogli wzrastać i stawać się lepszymi partnerami dla naszych dzieci, a także tutorami i nauczycielami. Oczywiście posiadamy w swoich placówkach dywany multimedialne, tablice interaktywne, zestawy WeDo do oprogramowania, które również wprowadzają dzieci w nowe technologie. Wspieramy też mocno rozwój kompetencji miękkich, gdyż uważam, że w dzisiejszych czasach są one niezwykle ważne, a w edukacji dużo się mówi o tym, że te umiejętności są istotne, ale jest mało opracowanych spójnych modeli, żebyśmy mogli je realizować. Kładę duży nacisk na pozytywną dyscyplinę, pedagogikę Jespera Juula i wspieranie mojego zespołu w tych wartościach.

Jakie wyzwania stoją obecnie przed edukacją żłobkową i przedszkolną i jak Pani placówki starają się im sprostać?

Jednym z wyzwań jest niż demograficzny, o którym obecnie wszyscy mówią, starając się myśleć o rozmaitych programach, aby ten niż nie był taki drastyczny, jak przewidują raporty. Przez to, że żyjemy w świecie, w którym jesteśmy nieustannie przebodźcowywani, zadaniem placówki jest podchodzenie do każdego dziecka holistycznie, nie tylko przez odpowiednich nauczycieli, którzy prowadzą grupę, ale też przez psychologów, logopedów, nauczycieli integracji sensorycznej, fizjoterapeutów, abyśmy mogli dobrze zadbać o to dziecko już na etapie przedszkolnym. Ważnym wyzwaniem, o którym wspomniałam już wcześniej, jest ciągłe dążenie do spójności i do tworzenia ekosystemu: rodzice–dzieci–nauczyciele–przedszkole, jak również wypracowywanie wspólnych wartości, wspólnych metod wychowawczych, czyli edukacja nie tylko dzieci, ale też nauczycieli i rodziców, bo to oni potem są przewodnikami dzieci na ich dalszej drodze życia, dlatego niezwykle istotna jest w tym wszystkim spójność. A jak my się staramy tym wyzwaniom sprostać? Przede wszystkim wprowadzamy i realizujemy jasny i klarowny program, spójny dla wszystkich placówek, uwzględniający wsparcie dla rodziców. Ponadto inwestujemy w cały branding, uświadamiający to, co oferujemy i dlaczego warto wybrać właśnie nasze placówki edukacyjne. Dodatkowo priorytetem dla nas jest nieustanne podnoszenie kwalifikacji zarówno moich, jak i mojego zespołu.

W jaki sposób angażuje się Pani w działalność społeczną i edukacyjną poza prowadzeniem placówek, jakie inicjatywy podejmuje?

Podejmujemy bardzo dużo inicjatyw w naszych placówkach, angażując się w sporo projektów, akcji wspierających innych i inne organizacje. A osobiście pomagam tam, gdzie widzę, że jest taka potrzeba. Przykładowo przed świętami Bożego Narodzenia zasponsorowałam prezenty świąteczne dla asystentów domu L’Arche, jak również część zawartości paczek do „Wigilii Pełnej Ciepła” dla osób bezdomnych i potrzebujących. Pomagaliśmy z całą rodziną, mężem i dziećmi, przygotowywać dekoracje na „Wigilię Pełną Ciepła”. Często biorę udział w licytacjach na aukcjach charytatywnych. Nigdy też nie odmawiam wsparcia dla klubu sportowego MKS Parasol Wrocław. Jak są jakieś lokalne wydarzenia, to również staram się je wspierać, na przykład przy organizacji czy poprzez fundowanie medali lub innych nagród. Obecnie najnowszy projekt, w który chcemy się zaangażować z moim mężem, pochodzącym z Ukrainy, to projekt stypendialny dla uzdolnionych ukraińskich dzieci, których jest w naszym kraju bardzo dużo, a jednak bariera językowa i nieznajomość systemu edukacyjnego w Polsce powodują, że ci niezwykle zdolni uczniowie niestety borykają się z problemami i często nie stać ich na to, aby opłacać osobę, która pomogłaby im rozwiązać te problemy i ułatwiła dostęp do wiedzy. Dlatego wspólnie z mężem oraz wybranymi przez nas fundacją i stowarzyszeniem chcemy opracować program stypendialny dla tych zdolnych uczniów, aby przez pieniądze, które z mężem byśmy na ten cel przeznaczali, dzieci z Ukrainy mogły inwestować w swoją edukację. Regularnie też dzielę się swoją wiedzą w różnych fundacjach edukacyjnych, których zadaniem jest wzmacnianie tej edukacji i jej poszerzanie. Moim celem jest ponadto założenie fundacji, która będzie wspierała dzieci przebywające w szpitalach, bo jest mi to chyba najbliższe i spójne ze mną, gdyż sama tego doświadczyłam w dzieciństwie. Czekając obecnie na kolejną operację, sama przebywając w szpitalach i obserwując, jak wiele jest potrzeb, zwłaszcza w tych rodzinach, w których rodzi się dziecko z niepełnosprawnością – to wszystko zainspirowało mnie do otwarcia fundacji, która będzie wspierała takie rodziny, i to nie tylko finansowo – co jest im oczywiście bardzo potrzebne na leczenie i rehabilitację czy przeróżne sprzęty medyczne itp. – ale także psychologicznie. Myślę, że najbardziej w naszym systemie kuleje to, że zajmujemy się tylko jakąś chorobą, wadą, a nie pamiętamy o rodzicach tych dzieci, o rodzeństwie, które często dźwiga na sobie jarzmo niepełnosprawnego rodzeństwa, więc nie tylko wsparcie finansowe, materialne, ale także psychologiczne, wspierające rodziny w drodze, która została im przeznaczona.

W jaki sposób FamilyLab integruje wiedzę pedagogiczną z praktycznym wsparciem dla rodzin?

Dzięki temu, że założyciel fundacji FamilyLab – Jesper Juul – pracował z rodzinami z rozmaitych krajów, na wielu kontynentach, to jego pedagogika jest niewątpliwie uniwersalna pod względem tradycji, kultury i religii, a co za tym idzie, dopasowana do wszystkich ludzi. Juul nie osądza rodziców ani im niczego nie nakazuje, ale kładzie nacisk na autentyczność. Nie każe ślepo podążać za modą, mówiąc na przykład, że teraz musisz nosić dziecko w chuście, bo są badania potwierdzające, że to jest najlepsze dla twojego dziecka, ale mówi, że jeśli tego nie czujesz, to tego nie rób, tylko rób to, co jest zgodne z tobą i z twoimi wartościami, a nie to, co narzucają powszechne trendy. Juul również nieustannie podkreśla, że rodzic jest przywódcą stada. Daje mu odpowiednie narzędzia i konkretne przykłady pokazujące, jak być dobrym przywódcą i uzbrajać swoje dziecko w odpowiednie na miarę naszych czasów kompetencje.

Jakie są Pani główne cele zawodowe i osobiste na najbliższe lata?

Moim celem osobistym jest to, aby po kolejnej operacji i rehabilitacji, które przejdę, odbyć podróż dookoła świata, kiedy moje dzieci będą już na to gotowe, a także być taką mamą dla nich, która inspiruje do rozwoju i działania, być prawdziwą przywódczynią stada – zgodnie ze słowami Jespera Juula. Moim celem zawodowym z kolei jest stać się liderem edukacyjnym na rynku przedszkolnym w Polsce i otwierać coraz więcej placówek, najpierw głównie w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, i dzięki temu mieć coraz większy wpływ na oddolną zmianę edukacji w naszym kraju.

 

Dziękuję za rozmowę.

Justyna Nakonieczna

 

 

Zdjęcia: Katka Szczepkowska

Show Buttons
Hide Buttons