Subtelność, elegancja, pewność siebie. Sekret sukcesu Madame Chic

Nie planowała kariery w świecie beauty. Pracowała w biurze, aż jedno spotkanie ze stylistką paznokci odmieniło jej życie. Dziś Aleksandra Antczak, właścicielka salonu Madame Chic, tworzy miejsce, w którym kobiety odzyskują nie tylko blask skóry, ale też pewność siebie. Jej filozofia?
Naturalność, indywidualne podejście i luksus rozumiany jako harmonia. W rozmowie opowiada o drodze od Norwegii do własnego salonu w Polsce, o tym, dlaczego piękno to energia, a nie próżność, i jak pomaga innym kobietom budować biznesy, które dają im wolność, nie wypalenie.

Skąd wzięła się u Pani miłość do świata beauty?

Moja miłość do świata beauty pojawiła się dość późno, nie marzyłam o tym od dziecka. Pracowałam wtedy w biurze, miałam swoje obowiązki i rutynę, aż któregoś dnia poszłam do salonu przedłużyć paznokcie. Moje naturalne były słabe, więc chciałam tylko delikatne przedłużenie. I… przepadłam. Nagle odkryłam, że ta drobna zmiana potrafi niesamowicie wpłynąć na samopoczucie kobiety. Zrozumiałam wtedy, że piękno to nie próżność, to energia, pewność siebie, sposób, w jaki kobieta patrzy na siebie w lustrze.

Pani kariera to podróż – od stylizacji paznokci w Polsce przez Norwegię aż po własny salon. Gdyby miała Pani wskazać jeden moment, w którym poczuła: „to jest moja droga”, co by to było?

Paradoksalnie – wszystko zaczęło się od… oszczędności! Po ślubie wyjechaliśmy z mężem do Norwegii, a tam ceny usług beauty przyprawiały o zawrót głowy. Postanowiłam więc zrobić kurs stylizacji paznokci, żeby robić je samej sobie. Szybko okazało się, że mam do tego talent, znalazłam pracę jako stylistka, a z czasem zaczęłam szkolić się dalej. Prawdziwe „klik” przyszło jednak wtedy, gdy poszłam na kurs przedłużania rzęs. Namówiły mnie klientki i miały rację. Kiedy widziałam ich reakcję w lustrze, wzruszenie i zachwyt, że znowu czują się piękne… to było coś więcej niż usługa. To był moment, w którym poczułam, że to jest właśnie moja misja. Z czasem zaczęłam rozwijać ofertę, od stylizacji przez pielęgnację po zabiegi anti-age. Dziś w Madame Chic skupiamy się na kompleksowej pielęgnacji twarzy, a wkrótce wprowadzamy również zabiegi modelujące ciało. Wszystko naturalnie, krok po kroku, tak jak rozwijałam się ja sama.

Czy było coś, co zaskoczyło Panią w pracy za granicą i co chciała Pani przenieść do Polski?

Szczerze mówiąc, bardziej mnie zaskoczyło to, czego nie chciałam przenosić. W Norwegii wszystko było „na bogato”: jak rzęsy, to Hollywood, jak paznokcie, to długie jak szpony. W Polsce podoba mi się zupełnie inny styl, elegancki, subtelny, naturalny. Kobiety potrafią podkreślić swoją urodę, nie przerysowując jej. I to właśnie taka estetyka stała się DNA Madame Chic, naturalna elegancja z nutą luksusu.

Madame Chic to nazwa, która przyciąga uwagę. Skąd pomysł?

Zawsze inspirowały mnie kobiety z klasą, takie w stylu old money: spokojne, zadbane, pewne siebie, a przy tym wcale nie krzykliwe. Chciałam stworzyć przestrzeń, która będzie emanowała tą energią, kobiecą, ale z charakterem.
Madame Chic to nie tylko salon, to filozofia. Tu każda kobieta ma poczuć się jak najlepsza wersja siebie. Bez presji, bez porównywania się. Po prostu z klasą.

W ofercie Madame Chic są zabiegi, które uważa Pani za absolutnie unikatowe?

Zdecydowanie! Stawiamy na terapie łączone anti-age, bo wiem, że nie ma jednego cudownego zabiegu, który zdziała wszystko. Tworzymy autorskie procedury, które opracowujemy indywidualnie pod potrzeby skóry każdej klientki. Właśnie ta personalizacja i doświadczenie sprawiają, że nasze zabiegi dają widoczne, długotrwałe efekty, a klientki mówią, że „po wizycie w Madame Chic nie potrzebują filtra na Instagramie”.

Które z zabiegów mają największy „wow effect”?

Zdecydowanie japoński peeling, mikronakłuwanie Dermapen oraz terapie SMAS lifting. To trio, które daje spektakularny efekt odmłodzenia, ujędrnienia i rozświetlenia skóry. Kobiety często po zabiegu patrzą w lustro i mówią: „o matko, to naprawdę ja?”. Uwielbiam te momenty, są bezcenne.

 Jak dba Pani o to, żeby klientki czuły się wyjątkowo?

U nas każda wizyta zaczyna się od rozmowy, nie od zabiegu. Chcę poznać kobietę, jej potrzeby, tryb życia, czasem nawet emocje. Bo skóra to nie tylko naskórek, to często odbicie tego, co dzieje się w środku. Poza tym stawiamy na atmosferę. Madame Chic to nie jest „klinika” – to miejsce, gdzie można się zrelaksować, napić dobrej kawy i po prostu pobyć sobą. Każda kobieta wychodzi stąd piękniejsza, nie tylko na zewnątrz.

Co zainspirowało Panią do prowadzenia szkoleń i mentoringu dla właścicielek salonów?

Zawsze chciałam być niezależna finansowo i dobrze rozumiałam, jak ważne są liczby w biznesie. Ale gdy zaczęłam działać w branży, zobaczyłam, że wiele kobiet ma ogromną pasję, lecz nie radzi sobie z zarządzaniem salonem, z cenami, zespołem czy marketingiem. Nie potrafię przejść obojętnie, gdy widzę kobietę, która pracuje po kilkanaście godzin dziennie, a nie zarabia nawet na spokojne życie. Dlatego stworzyłam programy mentoringowe i narzędzia, które pomagają im budować dochodowy, dobrze zorganizowany biznes bez wypalenia, bo kobieta, która zarabia, to kobieta wolna. I o to właśnie chodzi.

Czy jest jakaś zasada, której zawsze się Pani trzyma?

Tak. Traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana. Wierzę, że biznes można prowadzić z sercem, ale i z zasadami. Zaufanie i szacunek są dla mnie fundamentem, zarówno w relacjach z klientkami, jak i z zespołem.

Jakie trendy w branży beauty najbardziej Panią fascynują w tym sezonie?

Uwielbiam to, że branża beauty wraca do naturalności i regeneracji. Coraz częściej stawiamy nie na maskowanie, a na realną poprawę kondycji skóry. Trendem, który szczególnie mnie cieszy, jest łączenie technologii z podejściem holistycznym, czyli dbanie nie tylko o twarz, ale też o styl życia, stres, sen i odżywienie. Wierzę, że przyszłość beauty to połączenie nauki i intuicji.

Jak Pani ładuje baterie po intensywnym tygodniu?

Najlepiej odpoczywam w ciszy, podczas masażu, medytacji albo nauki, kiedy mogę wsłuchać się w siebie i odetchnąć od codziennego tempa. Coraz bardziej fascynuje mnie ajurweda i praktyki energetyczne, które pomagają mi utrzymać balans między ciałem, umysłem i emocjami, a kiedy chcę całkowicie „wyłączyć głowę”, spędzam czas z córkami i mężem – wtedy wszystko wraca na swoje miejsce.

 

Rozmawiała: Justyna Nakonieczna

 

Zdjęcia: Wiktoria Król 

Show Buttons
Hide Buttons