TYGRYS Z DOBRZENIA Dariusz Kołodziej między drewnem a wolnością

W świecie, w którym tempo dyktuje technologia, a wnętrza zalewają produkty z taśmy, on wybiera opór: drewna, dłuta i… duszy. Dariusz Kołodziej to rzemieślnik, artysta, wolny duch. Tworzy stoły, które pachną historią, rzeźby, które milczą mocniej niż słowa, i życie, które nie zna kompromisów. Nie wpasowuje się w ramy, raczej sam je rzeźbi. A wszystko zaczęło się od buntu i potrzeby prawdy. Prawdy o sobie.
Rozmawiamy o wolności, drewnie, rock’n’rollu i stole, który może przetrwać pokolenia. Ale przede wszystkim o tym, co się dzieje, gdy człowiek słucha nie tylko rąk, ale i serca.
Dariuszu, rzeźbisz, stolarzysz, tworzysz stoły z duszą. Ale gdybyś miał siebie opisać jednym słowem – to byłbyś bardziej artystą, rzemieślnikiem czy… rockmanem?
Chyba wolność. Bo to wolność mnie niesie – w twórczości, w życiu, w decyzjach. Artysta, rzemieślnik, buntownik? Wszystko po trochu. Ale nic z tego nie ma sensu bez wolności – tej wewnętrznej.
No właśnie – od czego się to wszystko zaczęło? Od dłuta, od marzeń czy od harleya?
Od buntu i potrzeby zrobienia czegoś własnego. Nie chciałem żyć według cudzych zasad. Drewno przyszło naturalnie – dawało opór, ale i spokój. A dłuto? To był mój pierwszy sprzymierzeniec.
Pamiętasz swoją pierwszą rzeźbę? Była z pasji, z potrzeby chwili czy… po prostu trzeba było czymś zająć ręce?
Z potrzeby duszy. To był moment, w którym coś się we mnie zbierało – i musiało wyjść. Ręce tylko wykonały polecenie serca.
Widziałam Twoją rzeźbę – człowiek z drewna, jakby zamyślony, jakby półbóg, półdryfująca dusza. Co chciałeś nią powiedzieć? Kim on jest dla Ciebie?
To ktoś, kto przetrwał burzę. Pokiereszowany, ale stoi. W środku może być kruchy, ale z zewnątrz trzyma formę. Czy to ja? Może. A może każdy z nas ma w sobie takiego człowieka z drewna.
Tworzysz stoły z drewna i żywicy. Aż się chce zapytać: czy każda deska ma swoją historię? Skąd bierzesz materiał, który staje się dziełem sztuki?
Każda deska coś przeszła – czas, ogień, wodę, burzę. Ja pracuję głównie ze starym, odzyskanym drewnem. Ono mówi więcej niż nowe. Czasem znajdziesz w nim gwóźdź, ślad po siekierze, a czasem ciszę stuletniego domu.

Jak się robi stół, który ludzie potem pokazują z dumą przez pokolenia? Co jest ważniejsze: technika czy emocje?
Technika to tylko narzędzie. Bez emocji nie ma duszy, a bez duszy to tylko mebel. Dobry stół trzeba poczuć – jego formę, rytm, pęknięcia. To musi żyć.
Ponoć żywica potrafi płatać figle. A drewno – jak wiadomo – żyje własnym życiem. Zdarzyło Ci się kiedyś, że stół miał własny charakter i nie chciał z Tobą współpracować?
Oj, nie raz. Bywało, że coś pękało tuż przed końcem. Drewno czasem mówi: „Nie teraz, człowieku”. Wtedy trzeba odpuścić, uszanować. Jak z kobietą – nie wymusisz nic siłą.
Masz 50 lat. Wielu ludzi w tym wieku dopiero szuka odwagi, żeby coś stworzyć. Ty już tworzysz od lat. Co byś powiedział komuś, kto wciąż się waha?
Lepiej popełnić błąd, niż żyć w niedosycie. Nie szukaj perfekcji – szukaj prawdy. I pamiętaj: nie musisz być gotowy. Wystarczy, że zaczniesz.
A teraz pytanie trudne: który stół albo rzeźba była dla Ciebie najważniejsza? Taka, która zrobiła Ci coś w środku?
Była taka rzeźba – człowiek bez twarzy. Robiłem ją po stracie kogoś bliskiego. Kiedy skończyłem, przez chwilę nie wiedziałem, kim jestem. Ale wtedy też poczułem, że twórczość może uzdrawiać.
Pochodzisz z Dobrzenia Wielkiego. Czy to miejsce Cię ukształtowało, czy raczej wyhodowałeś w sobie coś na przekór temu, co wokół?
Dobrzeń dał mi korzenie – prostotę, kontakt z naturą, wartości. Ale wolność – tę wyhodowałem sam, czasem wbrew wszystkiemu. Miejsca mają siłę, ale człowiek musi sam zdecydować, kim chce być.
Gdybyś nie tworzył stołów i rzeźb, to co byś robił? Jeździł motocyklem po Andaluzji? Śpiewał w zespole rockowym? A może… byłbyś księdzem? (śmiech)
Motocykl – zdecydowanie. Andaluzja, pustynia, wiatr. A zespół rockowy? Może kiedyś… choć w drewnie też jest rytm i hałas. Ksiądz raczej nie – ale duchowość? To już prędzej.
Co Cię inspiruje? Cisza lasu? Kształt spękanej deski? Zapach żywicy? Czy może jakiś dobry riff z płyt AC/DC?
Wszystko naraz. Cisza lasu daje przestrzeń, deska opowiada historię, a AC/DC daje energię. Inspiracja nie ma jednej twarzy – to miks życia, dźwięków, ran i świateł.
I ostatnie – ważne: co chciałbyś, żeby ludzie czuli, siadając przy Twoim stole albo patrząc na Twoją rzeźbę?
Prawdę. Że to nie jest produkt z katalogu, tylko coś, co przeszło przez moje ręce i serce. Chcę, żeby poczuli, że to drewno widziało świat – i że teraz należy do nich.
Ale zawsze z jednym przesłaniem: żyj głęboko i bez kompromisów.
Rozmawiała: Ewa Wiertelak
Dariusz Kołodziej
instagram: @dakonidesign
zdjęcia: Ewa Wiertelak


